157 – Nowa w okolicy (Lestidae)

Ostatnio eksploatujemy nowy punkt na naszym standardowym stanowisku.  Małe ważki są tam szczególnie częstym gościem – występują w palecie gatunków i imponującej liczebności. Fotografujemy je bardziej dla szlifowania techniki, niż czegoś więcej. Tym razem udało się nam jednak trafić ważkę, pałątkę, która jeszcze – chyba – nigdy nie wpadła w nasz obiektyw.  Jest wyjątkowo ładna, jak na małe ważki.

157 DSCF4088-2014-07-07

157 DSCF4092-2014-07-07 crop

Długo próbowaliśmy ją zidentyfikować gatunkowo. Na ten moment obstawiamy, że jest to pałątka mała (Lestes virens). Z pewnością jest to samiczka. Do lepszego typowania przydałoby się rzucić okiem na jej plecki i górę segmentów ogonowych. Nieco myląca jest zielona kropka przed głową, nie znaleźliśmy tak widocznej cechy u ważek z rodzaju lestes, ale wszystkie inne detale wskazują właśnie na pałątki (wyróżnia je m.in. sposób w jaki trzymają skrzydła w czasie spoczynku – układ delta, zamiast złożenia ich wzdłuż ogona – oraz ogólna kolorystyka, ze szczególnym uwzględnieniem metalizującej zieleni).

157 DSCF4080-2014-07-07 crop

157 DSCF4075-2014-07-07

Nazwa gatunkowa: 

Rodzaj: Pałątka (Lestes)

Rodzina: Pałątkowate (Lestidae)

Rząd / podrząd: ważki (Odonata) / ważki równoskrzydłe (Zygoptera)

Gromada: owady

Typ / podtyp: stawonogi

Królestwo: zwierzęta

Data wykonania zdjęć: 07 – 07 – 2014

Lokalizacja:  staw – glinianka

Rozmiar zdjęć: 900 x 675 pix

Aparat: Fuji Finepix SX10

Reklamy

21 thoughts on “157 – Nowa w okolicy (Lestidae)

  1. Śliczne stworzonko, takiej jeszcze nigdy nie spotkałam.
    Pierwsze foto byłoby super, gdyby nie była ucięta. 😉 A drugie byłoby świetne z mniejszą GO.
    Hmm… zapomniałeś o powiększeniu dziury w przypadku szerszych planów? Czy aż tak gęsto tam było?

    • ja pierwszy i – póki co – ostatni raz ;-). Foty nie są super, ale i tak się strasznie cieszę, bo jak na takie jednorazowe spotkanie i przy tym względnie krótkie, to wyszły nienajgorzej ;-).

      Na drugim nie ma szerokiego planu sensu stricto ;-D. Ważka siedziała na skraju gęstwinki, to co widać za jej plecami to właśnie owa gęstwinka – tam już nie było jakiegoś wielkiego dystansu. Nie pomnę ile w centymetrach 😉

      Pierwsze to pełen kadr, podobnie jak ostatnie. Zawsze staram się zrobić nieco ciaśniejszy portrecik, takie już moje zboczenie ;-D

      • Ano, foty wyszły całkiem nieźle. 🙂 I w ogóle nowy aparat sprawia wrażenie sto razy lepszego niż stary.
        Przecież nie mówię, że plan był szeroki, tylko że był szerszy 😉 Kiedyś udzieliłam Ci dobrej (naprawdę dobrej 😉 ) rady, że przy zmniejszaniu zooma trzeba też zjechać z liczbą przesłony, bo inaczej na zdjęciu rzuca się w oczy przede wszystkim tło. 🙂
        A co do ciaśniejszych portrecików. 😀 One najlepiej wychodzą pod odpowiednim kątem. Niekoniecznie trzeba przy tym ciachać zwierzynę, a przynajmniej te jej części, które mieszczą się w GO. Spójrz na przykład tu:
        http://chwastowisko.wordpress.com/2008/11/11/bielinek-kapustnik1/
        Pierwsze zbliżenie jest dobre, a drugie złe.

        • tak, z przesłoną masz rację, ale ja podczas robienia zdjęć nie myślę o tym – ostatnio generalnie robię foty na full auto i chyba nawet w tym trybie nie dałbym rady zmniejszyć przesłony. Ciągle sobie obiecuję, że zamiast robić zdjęcia dorywczo, łapiąc sekundy, zorganizuję sobie kiedyś porządną sesję makro, na którą poświęcę – dajmy na to – choćby ze trzy kwadranse. Ale pewnie nieprędko to nastąpi… obecnie ostra improwizacja i łapanie sekund. A czasami także równowagi ;-P

          Portrety. Ja podchodzę do tematu od ludzkiego wariantu. Ludzi można ciachać, a nawet trzeba ;-P. Izometryczne portrety ważek czy innych długich owadów to niezłe rozwiązanie, ale nie zawsze się sprawdza. Przy ukośnym ujęciu trudno np. o rozłożenie ostrości po boku zwierzyny, a mnie chodziło o portret ważki koncentrujący się na jej tułowiu i głowie. Bo, mimo wszystko, ogon jest cienki i mało ciekawy 😉

          • Aaa, skoro full auto, to nic się nie da zrobić. Echh, idziesz na łatwiznę. 😉 U mnie na ślepo przełącza się przesłonę w trybie A, więc tempo focenia w zasadzie nie ma znaczenia, rzecz tylko w opanowaniu odruchu. 😉
            Tak, wiem, że ludzi się ciacha i nieustająco mnie to dziwi. 😀

            • w ciachaniu ludzi nie masz nic dziwnego. Portret koncentruje się na twarzy i oczach – im więcej reszty tym mniej widać oczy ;-). Ja mam chyba genetycznie zaprogramowane szukanie podobnych rozwiązań w makro ;-D

              idę na łatwiznę z auto, to fakt, ale chwilowo nie potrafię inaczej. Robienie zdjęć u mnie wygląda tak, że np. jedną ręką trzymam telefon i gadam, drugą aparat a udami próbuję kontrolować blendę (którą ostatnio zacząłem używać) ;-D. Oznacza to, że nie potrafię się zbyt mocno skoncentrować na robieniu zdjęć, a więc i sensownie pomyśleć nad parametrami. A w dodatku, zdjęcia robię w południe i ciągle mam problem z widzeniem czegokolwiek na ekraniku ;-(. Ale idea jest taka, że chcę przejść w manual. Muszę do tego dojrzeć 😉

              • Nie czuję się do końca przekonana, że trzeba koniecznie ciachać, żeby oczy wyszły wyraziściej. 😉 Ale szukanie oczu w makro to akurat bardzo dobry zwyczaj. Cały robaczek może być ostry, a oczy nie – i już zdjęcie jest z reguły do bani.
                Aaa, skoro tak wygląda u Ciebie proces focenia, to gratuluję super efektów. Mnie by wychodziły z tego same rozmazańce (i to nie w tym pozytywnym znaczeniu :D).

                • no, może trochę przesadziłem… ach te literackie skłonności ;-). Ale faktem jest, że brakuje mi możliwości skupienia się i poświęcenia odpowiedniej dozy czasu. A bez zaangażowania można liczyć tylko na szczęśliwe trafy, nic więcej… ;-(

                  • Wzięłam pod uwagę poprawkę na skłonności. 😉 Szczęśliwe trafy często się zdarzają, gdy ma się pod bokiem takie robaczkodajne miejsce. Podejrzewam, że Twoje pięć minut to dużo więcej (w sensie urobku) niż moja godzina.

                    • jest to możliwe – co do pięciu minut – bo samych ważek mam chmary. I tym razem piszę bez przesady, one faktycznie fruwają setkami. Zauważyłem, że wszystko sprowadza się jednak do znalezienia odpowiedniego miejsca. Niby miejscówka ta sama, ale cztery boki stawu charakteryzują się zupełnie inną podażą robaczków, a do tego dochodzą okolice, różne zaułki itd. Co jakiś czas miejsce się zużywa i trzeba znaleźć nowe… ale ogólnie rzecz biorąc na wsi zawsze łatwiej o robaki niż w mieście ;-). Choć trochę mnie już nudzi monotonność moich trafień. Ciągle tylko tygrzyki i parę gatunków ważek ;-(

  2. Pingback: 175 – Do kolekcji (Odonata) | Oczy W Oczy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: