134 – Zwodnicze piękno

Gdyby zapytać pierwszej losowej niewiasty (z wyjątkiem Radzido, która zdecydowanie losowa nie jest ;-)) to ta raczej odmówiłaby pająkom miana pięknych. Błąd. Pająki potrafią być przepiękne. A skakuny to już w ogóle górna pajęcza półka. Tytuł postu jest w tym przypadku w sam raz: ten śliczny, złotawy pajączek jest perfekcyjnym zabójcą. Potrafi pokonać skokiem odległość będącą wielokrotnością własnego rozmiaru i spać na plecy niczego nie podejrzewającej ofiary. Która już nigdy więcej niczego podejrzewać nie będzie. End of story 😉

134

134 (4)

Skakuny to szalenie fascynujące pająki. O ich niezwykłości świadczą chociażby metody łowieckie. Niektóre skakuny potrafią polować w sposób znamionujący coś w rodzaju inteligencji, np. zbliżają się do ofiary stopniowo zacieśniając koncentryczne kręgi, często gubiąc ofiarę z oczu. Podążają wtedy na ślepo, zgodnie z przyjętym planem po to, by zaskoczyć ofiarę w precyzyjnie skalkulowany sposób. Bywa, że nim skoczą na ofiarę przemieszczają się na dość długi dystans, potrafią w międzyczasie np. zejść z jednego krzaka i wejść na drugi. Skakuny wyspecjalizowane w polowaniu na inne pająki, po zbliżeniu się do sieci wzbudzają specyficzne wibracje aby wywabić zaczajonego pająka i go zaatakować.

Najbardziej niezwykła jest jednak umiejętność korzystania z lin bezpieczeństwa. Skakuny przędą pajęczyny, ale nie produkują z nich sieci, lecz wzmocnione nitki, którymi przyczepiają się do podłoża. Polując na ofiarę wykorzystują takie liny do skrócenia skoku (czyli lina ściąga je na dystans bliższy niż wynikałoby to z siły wybicia) bądź do zaatakowania ofiary na odwrotnej powierzchni, co wydaje się być dość przerażające. Cieszmy się, że skakuny są małe 😉

134 (2)

Ciekawostka. Tak wygląda ok 75% kadru wykonanego w trybie sport i ISO 400. Poprawka: tak wygląda zdjęcie po ostrym ratowaniu w szopie ;-). Jak ktoś zna kultowego słonia z Atari, to do kompletu może dorzucić skakuna z Canona 😉

I jeszcze, na koniec, zdjęcie dla celów identyfikacyjnych z lepszym widokiem na tyłeczek.

134 (3)

Czy w którymś momencie twierdziliśmy, że lepszy znaczy dobry? 😉

Skakunów na naszym blogu ciągle mało, a i spotkania z nimi bywają stosunkowo rzadkie (pomijając arlekiny na szarych murkach, rzecz jasna). To oznacza, że możecie się spodziewać, że pojawi się jeszcze kilka wpisów mniej artystycznych ;-). Jak się nie ma co się lubi, to trzeba korzystać z tego co się ma ;-D

Co do identyfikacji – mamy z nią drobne problemy. Póki co obstawiamy, że może to być Dendryphantes rudis. Lub zwyczajny pyrgun nazielny (Evarcha arcuata). W obu przypadkach samica.

Nazwa gatunkowa: 

Rodzaj: 

Rodzina: skakunowate (Salticidae)

Rząd / podrząd: pająki (Aranae)

Gromada: pajęczaki (Arachnida)

Typ / podtyp: stawonogi

Królestwo: zwierzęta

Data wykonania zdjęć: 8 – 07 – 2013

Lokalizacja:  staw – glinianka

Rozmiar zdjęć: 900 x 675 pix

Aparat: SX 20 IS

Reklamy

25 thoughts on “134 – Zwodnicze piękno

  1. No, no, super fotki 😉 Taki skakun to ma swój niezaprzeczalny atut, jakim sa jego oczęcia. Może nimi pewnie najpierw zahipnotyzowac ofiarę, by chwile później ją skonsumować 😉

    • dzięki, jesteś jak zwykle uprzejmy ;-D.

      Nigdzie nie czytałem na temat hipno-ataków, ale uwzględniając jak bystre są skakuny, to pewnie i takie cuda się zdarzają 😉

  2. Zrobiłam sobie przerwę w projektowaniu i myślę sobie: a, tydzień minął to otworzę wordpressa i może coś upoluję. Zerkam na czytnik „fallowing” a tu taki sympatyczny z czterema oczkami, po parze na Kaukaz i Maroko, więc susem kilkakrotnie większym od się, szybciutko się przemieściłam do Cię i cap ofiarę los(u) -bywa okrutny. Przyglądam się bliżej, a tu ta sama gromada, ten sam pięknie szpetny gatunek, jedno królestwo…nasyciłam tylko oczy pięknem osobnika i pozostając z pustym żołądkiem spadam na inny krzak. Swoich jeść nie wypada.;)

    • znaczy, że w skakuna żeś się pobawiła ;-). Pustym żołądkiem się nie przejmuj, przy tych draniach to normalka, zjadają wszystko nic nie pozostawiając końkurencji. Makrofotografia służy zatem odchudzaniu 😉

  3. No pewnie, że skakuny są piękne. 🙂 Pierwsze zdjęcie najbardziej mi się podoba, wygląda jak w dżungli robione. 😉
    ISO400? Ja bym się nie odważyła. Ale całkiem nieźle udało Ci się wyratować. 🙂

    • od czasu do czasu testuję tryb sportowy, w nim ISO dopasowuje się automatycznie aby zachować najkrótszy czas ekspozycji. Czasami to daje niezłe efekty. Czasami ;-). Ogólnie rzecz biorąc, jest do pupy 😉

      Myślisz, że udało mi się? Chyba umiarkowanie ;-). Najgorsze, że na oryginalnym zdjęciu nie widać tych farfocli, wychodzą dopiero przy zmniejszaniu i obróbce… ;-(

      • Jeśli światło jest porządne, to może się sprawdzać. Z drugiej strony, skoro jest bardzo jasno, to po co stosować tryb sportowy, czas i tak będzie krótki. 😉
        Farfocle trochę widać, ale ogólnie należy Twoje wysiłki ocenić na plus. 🙂 Mimo wszystko, w kompakcie ISO wyższe niż 100 jest niefunkcjonalne i tego się będę po wiek wieków trzymać. 😉

        • w trybie sportowym lepiej działa ekranik. Nie pytaj czemu, ale działa lepiej. Nie ma lagów w wyświetlaniu i rysuje jakby czyściej, łatwiej jest więc łapać ostrość. Dziwne, ale prawdziwe. Tym niemniej… chyba nie będę korzystał 😉

          Zaskoczę Cię – sam się zaskoczyłem – ale nie do końca tak jest (w sensie ISO na kompaktach). Wdałem się w dyskusję na forum DFV i mnie uświadomiono, że mam dość nieadekwatne spojrzenie na temat ;-). Kwestia konkretnego aparatu i konkretnej matrycy. Właśnie jestem na etapie zakupu nowego (ale starego) sprzętu. Postanowiłem odżałować parę stów aby przekonać się czy jest w tym jakiś sens czy nie…

          • Co do ekranika, wierzę Ci na słowo. 😉
            Stary model kupujesz? Bardzo ciekawa jestem jaki. Swego czasu za najlepszy uważany był Fuji o numerku 6 tysięcy ileś tam, miał sporą matrycę i bodajże 8Mpix. Mogłam go nawet kupić od kogoś, ale się nie zdecydowałam. A co do ISO to oczywiście, wiele zależy od wielkości matrycy (a dokładniej od stopnia upakowania px na matrycy), choć zawsze użycie ISO większego od 100 jakoś tam widać. Mój najstarszy (Minolta Z10) miał raptem 3,2Mpix przy standardowej matrycy 1/2,5 – szumy przy ISO 80-100 były nieznaczne, ale ISO 200 dało się raz dwa wyczuć. Tak więc średnio się z dyskutantami zgadzam. 😉

            • postawiłem na fuji hs10 ;-). Jestem bardzo go ciekaw, bo wreszcie – tada! – będę mógł testować matrycę CMOS zamiast CCD. W lustrze CMOS dawał radę, zobaczymy jak poradzi sobie przy mniejszym rozmiarze czujnika. Pewnie i tak skończy się robieniem zdjęć na ISO 100… Zgodzę się z dyskutantami na forum, że nie każdy szum jest jednak zły. Gorzej, że większość matryc szumi bardzo, bardzo nieładnie ;-(

              • Hmm. Z tego Twojego wyboru tylko marka mi się podoba. 😉 Na mój rozum zbyt mała jest matryca przy tej liczbie pikseli plus do tego za duży zoom. Wiem, jesteś fanem CMOS-a, ale nie sądzę, żeby przy tych proporcjach podołał. Z kolei wielkość zooma wpływa na ogólną jakość obiektywu, czyli także i obrazu. Tak czy inaczej, podejrzewam, że aparat będzie lepszy niż obecny, bo wygląda, że trafił Ci się wyjątkowo nieudany model.
                Szum lustrzankowy bywa do przyjęcia. Szumom kompaktowym mówimy nie. 😀

                • kupiłem, na razie leży i czeka aż będę miał czas go uruchomić ;-). Oczywiście pierwsze próby zrobiłem. Wyświetlacz jest znacznie lepszy, nie tylko większy ale jakby czytelniejszy (chyba lepsza matryca i/lub rozdzielczość) – jest nadzieja, że łatwiej mi będzie wyłapywać ostrość w trakcie sesji. Zobaczymy jak się sprawdzi przy świetle słonecznym ;-). Ma też kilka innych fajnych niuansów: zoom sterowany ręcznie, na obiektywie (czyli jak w lustrzankach) oraz w okolice dłoni jest wyrzuconych kilka przycisków sterujących w Canonie dość starannie ukrytych. M.in. bracketing ostrości. Samej matrycy jeszcze nie testowałem, ale przy zdjęciu na pełnym zoomie już wiem, że bez statywu ani rusz. Zbyt wielkie przybliżenie. Zresztą, akurat to jest mi obojętne.

                  Matryca ma tą samą wielkość co w moim SX, ale mniej pixeli. Intryguje mnie tylne podświetlenie CMOSa – z tego co czytałem, redukuje ono ilość szumów. Z drugiej strony… nie jest to bardzo popularne rozwiązanie, czyli być może się nie sprawdziło 😉

                  Dałem za niego poniżej 500 zł. Przeżyję, jeśli nie okaże się wybitny. A przynajmniej sam sobie zamknę usta i już nie będę mógł wiecznie na aparat zwalać winy. Teraz sprawa prosta: albo ja nie umiem robić zdjęć, albo miałem rzeczywiście kiepski aparat. Dwa kiepskie pod rząd… no way! 😉

                  • Jeśli ekranik lepszy i przyciski korzystniej ułożone, to już jest plus. 🙂
                    Zoomowanie w stylu lustrzankowym mają chyba wszystkie aparaty Fuji. No właśnie, ten wielki zoom to tak trochę dla picu, bo dobrego zdjęcia „w biegu” tym nie zrobisz. A i ze statywu pewnie też nie, bo im bardziej się zoomuje, tym bardziej występuje zjawisko zmniejszania rozdzielczości obiektywu (albo jakoś tak), które tragicznie wpływa na jakość. U mnie też to jest, choć zoom tylko 18x.
                    Skoro poniżej 500 za niego dałeś, to ok. Cena w sam raz na zdobywanie nowych doświadczeń. 🙂
                    Tamten model, o którym wspominałam poprzednio, to S6500fd. Miał 6,3Mpix i matrycę 1/1,7 (nie spodobałaby Ci się, bo ccd ;)). Do tej pory ludzie go chwalą, szczególnie pod kątem wykorzystania w makro.

                    • może i CCD ale przy matrycy 6,3 mpix to nie taki wielki problem ;-). Producenci lubią CCD bo w tej technologii można wykonać mniejszą matrycę niż odpowiednik CMOS. Ale to oznacza więcej pix na mniejszej przestrzeni… a to oznacza szumy ;-(. Przy tej wielkości matrycy i stosunkowo dużym (proporcjonalnie) czujniku szumy powinny być bardzo niewielkie. Zwłaszcza jeśli matryca nie jest bardzo stara, tzn. starego typu – pierwsze matryce miały tragiczne parametry, ale później, jak już się nieco upowszechniły, było ok ;-D

                      Lustrzanką zdarza mi się focić z zoomem 300 mm. Przy przeliczniku 1,6 daje to ekwiwalent 450 mm. A ten fuji ma chyba 700 czy ileś… masakra ale marketingowo super podziałali ;-D. Jest to wygodne, jeśli w losowej sytuacji chce się zrobic zdjęcie czegoś odległego bez presji na jakość tego zdjęcia. Mniejszym zoomem nie zrobisz ani dobrego ani kiepskiego zdjęcia, tym przynajmniej da się zrobić kiepskie ;-d

                      Czekam na wiosnę aby potestować. Nie chce mi się robić nim innych zdjęć, czekam od razu na makro ;-0

                    • Kiedyś kupiłam sobie (niewiadomopoco ;)) kompakt z tak samo sporą jak S6500fd (1/1,7) matrycą ccd, 10-Mpixowy. I wiesz co? On prawie w ogóle nie szumi. To jest ogromna różnica – 1,7 a 2,5 czy 2,3.
                      Te wielkie zoomy przydają się chyba głównie podglądaczom. 😀

                    • taa… kiedyś, jak kupowałem sobie obiektyw do lustra 75-300 (skądinąd masakrycznego Canona EFII) to nawet wyobrażałem sobie… różne rzeczy ;-). Ale rzeczywistość jest niewłaściwym miejscem dla wdrażania wyobrażeń ;-). Natomiast na sarny i ptaki to i tak za małe ;-D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: