122 – Zabójca w kwiata koronie

Od dłuższego już czasu ostrzyliśmy sobie zęby na kwietnika. Te piękne pająki, mordujące zawsze jedynie w najpiękniejszych okolicznościach przyrody, stanowią absolutną górną półkę zabójczej elegancji. Ale i przykład genialnego wprost maskowania. To dzięki tej umiejętności nie wpadają w oczy tak często jak na przykład krzyżaki – choć nie bez znaczenia jest fakt, że nie plotą nici i tym bardziej nie zwisają na nich mniej lub bardziej swobodnie. A czasami nie zwisają, tylko pokazują gdzie mają amatorów fotografii 😉

122 kwietnik (8)

122 kwietnik (2)

Kwietniki odnaleźć naprawdę trudno, oczywiście pod warunkiem, że mają dopasowany kamuflaż do otoczenia. Występują w kilku wariancjach barwowych. „Czysty” kwietnik jest biały. Po założeniu bazy wypadowej na jakimś żółtym kwiatku, kwietnik „przesuwa” żółty pigment do zewnętrznych komórek skóry, co powoduje jego żółknięcie. Nasz kwietnik musiał już od jakiegoś czasu działać na żółtym terytorium myśliwskim, bo jest w miarę jednolicie i soczyście żółty. Proces „żółknięcia” trwa od 10 do 25 dni. Co ciekawe, pająk potrafi także „zbieleć”. Aby tak się stało pozbywa się barwnika (jest nim kynurenina) – może go później wytworzyć ponownie, jeśli nastąpi taka potrzeba, ale trwa to dłużej niż w przypadku „żółknięcia” przy dostępnych rezerwach substancji. Z tego co wyczytaliśmy wybarwiać potrafią się tylko samice.

122 kwietnik

Tak jak wspomnieliśmy, kwietniki nie budują sieci łownych, ale potrafią – co oczywiste, wszak są pająkami – produkować pajęczynę jako taką. Jej nitek używają w zasadzie tylko do dwóch celów: jako liny bezpieczeństwa ułatwiającej szybkie przemieszczanie się oraz do wytwarzania kokonu dla jaj (jest nim konstrukcja będąca swoistą „kanapką” zlepionych przez pajęczynę płatków kwiatów). Kwietniki bazują na doskonałym maskowaniu i szybkim ataku na ofiary, które praktycznie nigdy nie mają czasu zrozumieć swojego błędu. Pechowe owady są zabijane natychmiast i od ręki trawione oraz wysysane. Co interesujące, kwietniki nie tylko maskują się na kwiatach, ale i potrafią udawać kwiaty: ubarwione na żółto, z rozstawionymi zapraszająco przednimi odnóżami, ulokowane na łodygach roślin… z pewnością niejeden owad nie przekazał dalej swoich genów przez tą maskirowkę.

122 kwietnik (3)

122 kwietnik (4)

122 kwietnik (5)

Ciekawa również jest nazwa łacińska kwietnika – Misumena vatia. μισούμενος [misúmenos] oznacza po grecku „znienawidzony”, podczas kiedy drugi człon nazwy – vatius – oznacza, dla odmiany po łacinie, pochylony lub wychylony. Czyli, kwietnik to pająk nienawistnie wychylony do przodu… lub coś takiego 😉

122 kwietnik (6)

Nazwa gatunkowa: kwietnik (Misumena vatia)

Rodzaj: misumena

Rodzina: ukośnikowate (Thomisidae)

Rząd / podrząd: pająki (Aranae)

Gromada: pajęczaki (Arachnida)

Typ / podtyp: stawonogi

Królestwo: zwierzęta

Data wykonania zdjęć: 4 – 08 – 2013

Lokalizacja:  ogród mamy 😉

Rozmiar zdjęć: 900 x 675 pix

Aparat: SX 20 IS

Advertisements

30 thoughts on “122 – Zabójca w kwiata koronie

    • nie mam pojęcia… łacina nie jest moją mocną stroną, ale bywając na różnych stronach coś tam da się ukraść cennej wiedzy ;-). Ale zgadzam się, że Twoja propozycja jest lepsza… arachnolodzy nie dorastają nam do pięt w temacie nazewnictwa stosowanego ;-).

  1. Aleś się dużo dowiedział o kwietnikach, nie miałam o tym wszystkim pojęcia. Byłam przekonana, że one potrafią się przebarwiać tak na raz-dwa-trzy. 😉
    Zdjęcia całkiem fajne, szczególnie 4, 5 i 6. 🙂

    • Też tak myślałem i właśnie szukając potwierdzenia tej informacji trafiłem na cały stos dokładnie odwrotnej wiedzy ;-). Pierwsze dwa zdjęcia są oczywiście bardziej dla jaj niż z jakiegokolwiek innego powodu ;-). Nie mogłem sobie odmówić opublikowania ich na początku postu ;-D. A swoją drogą, przy okazji tej sesji odkryłem, że mój aparat totalnie gubi się przy takiej ilości żółtego… powinienem był chyba kompensować ujęcia na plus, bo strasznie ciemne wyszły mimo ładnej pogody. Będę wiedział na przyszłość, o ile jeszcze spotkam tego pajączka 😉

      • Jednak pierwsze mogłeś sobie darować, co za dużo to niezdrowo. 😉 Drugie dużo lepiej obrazuje sens tego, co chciałeś przekazać.
        Każdy aparat gubi się, gdy w kadrze ma ogromną ilość tylko jednej barwy. Balans bieli wtedy wariuje, bo brak mu szerokiego wzorca, a i z rozpoznawaniem jasności różnie bywa. U mnie duża ilość żółtego wywołuje efekt odwrotny, muszę dawać EV porządnie na minus. 😉 Na podgląd nie patrzyłeś? Bo to przecież widać.

        • może i mogłem… pewnie drugie zdjęcie nic nie wniosło, ale to bardziej ukośne jest fajniejsze, natomiast to dupne jest bardziej dupne i uznałem, że chyba potrzebuję oba aby w pełni się wyrazić ;-D

          U mnie podgląd jest masakryczny – nijak się ma do tego jak wychodzą gotowe zdjęcia. Pomijam fakt, że niemal nigdy nie widzę czy udało się złapać ostrość czy nie. Jak jest jasno to muszę maksymalnie podkręcać jasność ekranu, ale i tak ledwo co widzę – natomiast każde podkręcenie zmniejsza wierność obrazu ;-(. Zbyt rzadko fotografuję aby nauczyć się na pamięć tych odstępstw…

          • No dobra, uznaję Twoje potrzeby w kwestii wyrażania się, ale chociaż mogłeś wrzucić je bardziej pod koniec. Bo we wpisach najważniejsze jest, jak kto zaczyna, a mniej ważne, jak kończy. 😉
            Już sama nie wiem, czy ja przypadkiem na taki super kompakt trafiłam… Jasności ekranika nigdy nie reguluję, przeważnie widzę na nim wystarczająco dobrze i mniej więcej odpowiada to efektowi finalnemu. Przepalenia na nim migają, co jest dodatkowym atutem (szkoda, że niedoświetlenia nie, ale przecież nie można mieć wszystkiego ;)). Oczywiście mam na myśli podgląd po zrobieniu zdjęcia, a nie przed.

            • masz rację, dobre zdjęcie przyciąga uwagę. Z drugiej strony, pewnie i tak niewiele zmieni jakie zdjęcie wrzucę na szczyt, skoro i tak odwiedza nas garstka lojalnych gości z Tobą na czele ;-). Poza tym… chyba naprawdę nie chcę się ścigać z lepszymi od siebie. Wolę wprowadzić od czasu do czasu trochę humoru… no i chyba zwyczajnie lubię dziwne kadry, takie niemakrowe… 😉

              Z moim aparatem to sam już nie wiem… nie chcę narzekać na niego, bo kiepskiej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, ale po prostu uważam, że powinien działać inaczej. Jak na tak drogi sprzęt jest po prostu kiepawy. Gdyby kosztował tysiaka to pewnie bym skakał z radości że potrafi to i tamto, ale hybryda w cenie taniej lustrzanki powinna łączyć to co najlepsze a nie to co najgorsze z obu światów… tak się mnie zdaje ;-). Podgląd „po” też mam ;-). Nie przydaje się jednak, bo większość moich sesji trwa kilkanaście sekund, czasami parę minut i po prostu robię zdjęcia bez podglądania efektów.

              • No dobra, uznaję Twoje racje. A zresztą to Twój blog przecież, co ja się będę wcinać. 😉
                Aparaty za tysiaka są jak widać lepsze, mój Panas nawet i tyle nie kosztował. A też jest tym, co nazywasz „hybrydą” (ten dziwaczny termin wymyślili posiadacze kompaktów z nieco wyższej półki, żeby nikt ich nie posądził o focenie jakąś tam małpką :D).
                Jak to bez podglądania? To gdzie patrzysz moment po naciśnięciu spustu? U mnie wtedy na ekraniku pojawia się podgląd efektu, co trwa dokładnie dwie sekundy. 🙂

                • wiesz, co? To jest kwestia jeszcze czegoś innego. Hybrydę kupiłem kierując się czyjąś sugestią. Lustrzankę wybrałem wedle własnego widzimisię i służy mi już około dziesięciu lat… w moim mniemaniu jest lepsza od znacznie nowszej hybrydy. Pewnie sprzęt oceniamy subiektywnie, przez pryzmat własnych oczekiwań i gustów. Tak czy siak muszę sobie kupić jakiś maly kompakt aby móc częściej korzystać z okazji, bo minusem hybrydy jest to, że nie da się z nią wszędzie łazić. Zobaczymy co z tego wyniknie ;-D

                  Zaręczam Ci, że szowinizm sprzętowy jest mi obcy. Nawet kiedy moja lustrzanka była nowa (a było wtedy nieco mniejsze nasycenie takim sprzętem niż teraz) nie zwykłem się z nią obnosić, wręcz przeciwnie: zawsze starannie kamuflowałem się ;-). Znam aż zbyt wielu ludzi, którzy chwalą się wypaśnym sprzętem a nie mają – dosłownie – nawet jednego sensownego zdjęcia. Żenada. I jak dla mnie: dobra szczepionka na podobne zachowania ;-D

                  Podgląd mam wyłączony. U mnie działa to tak: przy włączonym podglądzie jeśli nie trzymam wciśniętego na trwałe spustu (migawki), pojawia się na trzy sekundy (lub dwie, lub jedną, lub… to można ustawić) podgląd (też można ustawić wyświetlanie przepałów i niedopałów a nawet wyświetlanie krzywej). Ale fotografując owady ma się na ogół sekundy na całą sesję (tak to wygląda u mnie). Oglądanie zdjęć jest stratą czasu. Odrzucenie podglądu poprzez ponowne dociśnięcie migawki nie działa od razu – tu też się traci sporo czasu aż ekranik się wyzeruje i nastawi. Uznałem, że mniejszym złem jest robienie zdjęć na czuja niż korygowanie nastaw na podstawie konkretnych ujęć. Wszystkie moje zdjęcia są robione w tym trybie.

                  • Nie, nie, ja kwestionuję w ogóle sens określenia „hybryda” w stosunku do takich aparatów. Co to właściwie według Ciebie znaczy? Dla mnie to sztuczne określenie, wymyślone przez tych, którzy chcieli się dowartościować (co nie znaczy, że wszyscy używający tego określenia też tacy są ;)). Żaden normalny kompakt nie jest w najmniejszym stopniu porównywalny z lustrzanką – jeśli już, to hybrydą określiłabym bezlusterkowce.
                    Przecież robiąc zdjęcia cały czas patrzysz na ekranik. Ustawienie 1-sekundowego podglądu (z miganiem przepałów i niedopałów) jest w takiej sytuacji bardzo pożyteczne. Czasu to nie zajmuje, a daje informację, że należy coś na szybko zmienić w ustawieniach. Z lustrzanką jest inaczej, człowiek tylko patrzy w wizjer i pstryka, a potem się okazuje, że całą sesję skopał. 😦 Parę razy mi się to zdarzyło, więc teraz zawsze jakoś tam z ukosa staram się na podgląd luknąć. 😉

                    • no tak, hybryda to sztuczne pojęcie. Teoretycznie miało to oznaczać połączenie najlepszego z obu światów, ale skończyło się na marketingu, bo jak widać hybrydy wcale niekoniecznie są lepsze od klasycznych kompaktów. Zresztą, hybryda to oczywiście kompakt, jak sama nazwa wskazuje. Ma budowę kompaktową, tyle że więcej jej wystaje ;-). Z drugiej strony każdy wie co to jest hybryda, więc pojęcie przydaje się do celów komunikacyjnych. I to jest maksimum do czego może służyć.

                      teraz na lustrzankach też można oglądać – ponoć – na żywo podgląd na ekraniku ;-). Zresztą, sama idea lustrzanek chwieje się w posadach bo i zapotrzebowanie na lustro coraz mniejsze uwzględniając jak de facto lustrzanka jest zbudowana 😉

                      Ty jesteś w stanie coś wypatrzyć w ciągu sekundy? Poza tym, czy zdjęcie jest ogólnie dobre czy ogólnie masakryczne?

                    • Najlepsze z obu światów łączy wyłącznie kompakt z wymiennym obiektywem. Tak zwana hybryda jest wciąż tylko i wyłącznie zwyczajnym kompaktem, któremu więcej wystaje i który ma możliwość manualnych ustawień. 😉
                      Ano, nawet w moim staruszku Olku jest podgląd na ekraniku. W zasadzie tylko dlatego zdecydowałam się na kupno. I wiesz..? Wcale tego podglądu nie używam. 😀 Noo, może raz czy dwa w całej 4-letniej historii. Do makro (czy innych zdjęć z małą GO) to się nie nadaje, bo zbyt długi czas zajmują te wszystkie wewnętrzne manewry z podnoszeniem/opuszczaniem lustra – i nie ma siły, w tym czasie człowiek sto razy zdąży poruszyć aparatem i zgubić tę milimetrową ostrość. 😉
                      Aha, w ciągu sekundowego podglądu widzę wszystko – czy trafiłam z ostrością (niestety, pomijając przypadki niewielkiego poruszenia, bo to widać dopiero w kompie) i czy nie ma przepałów. No, naprawdę.

                    • masz chyba rację… te aparaty jakoś mi umknęły. Muszę się im bliżej przyjrzeć 😉

                      ja na podglądzie nie widzę ostrości. A może inaczej: 90% zdjęć jest ostrych na podglądzie. Dopiero po zgraniu na kompa okazują się mydełkowate… To takie drobne oszustwo, ale ekraniki ściemniają, niestety. Powiem Ci więcej: ja robiąc zdjęcie nie potrafię określić czy dany element jest ostry czy nie. Wpatruję się np. w oko muchy i za cholerę nie wiem czy jest ostry. Punkt łapania ostrości jest na tyle obszerny, że może to być oko lub fragment tułowia – te aparaty jednak nie są produkowane pod kątem makro ;-). Ale tak jak wspomniałem, może to nie kwestia aparatu a mojego wzroku… kto wie? 😉

                    • Te aparaty są fajne, ale stanowczo zbyt drogie jak na mój rozum. :/
                      Zgadza się, ostrość trudno jest wyczuć robiąc zdjęcie. Wymaga to wprawy, a i trochę intuicji też. 😉 Znacznie łatwiej nauczyć się rozpoznawać ostre zdjęcie już po jego zrobieniu. 😉

                    • oj tak, ich cena to jakaś kosmiczna pomyłka. Ale to akurat kwestia mody. Tak jak parę lat wstecz zrobiły się modne lustrzanki (znam cały pluton ludzi, którzy na wakacjach paradują z lustrem na szyi, ale zdjęć nie robią lub robią nie lepsze niż komórką), tak teraz królują eleganckie hybrydy. Oczywiście to że istnieje moda nie oznacza, że dana rzecz jest zła ;-). Sam mam chętkę wielką na podobny sprzęt, bo w miarę jak się starzeję, hehe, coraz mniej mi się chce targać ze sobą lustro, które jest jednak mało poręczne i wyklucza (w moim przypadku) robienie zdjęć wtedy, kiedy przy okazji coś widzę…

                    • Moim zdaniem to nie kwestia mody, a przełomowe rozwiązanie. Aparat jest lekki jak kompakt i ma dużą matrycę jak lustrzanka. To są te dwie jego najważniejsze cechy, wynikające z „połączenia światów”. 🙂 Skoro już nawet Nikon wypuścil swój model bezlustrzanki (fajna nazwa, przed chwilą ją wymyśliłam :D), oznacza to, że ten typ ma przyszłość.
                      Może kiedyś sobie kupię… tak mi się marzy. Mój staruszek Olek już niemilosiernie kłapie tą swoją migawką. 😦
                      A większość ludzi i tak będzie focić w trybie auto, niezależnie od posiadanego sprzętu. 😉

                    • mam ochotę na EOS’a M – nie jest taki znowu drogi (z obiektywem poniżej 2000), a ma matrycę CMOS (jakoś jestem do nich przywiązany…). Co prawda ma aż 18 megapix na bardzo małej matrycy, a to – niestety – psuje cały efekt…

                      ile fotek walnęłaś Olkiem? Mój staruszek 20d podobno jest przewidziany na 20 000 migawek ;-). Kiedyś myślałem, że szybko osiągnę ten punkt, ale ostatnio jakoś statystyki zamarzły… i w sumie fajnie, bo mimo skandalicznego traktowania aparat nadal daje radę 😉

                    • O, model Canona przegapiłam. 😉 Dlaczego mówisz, że ma małą matrycę? Normalną ma. W opisie znalazłam tekst: „ma takie same wymiary jak matryce stosowane w lustrzankach EOS DSLR”. Teraz to i nawet w lustrzankach upychają piksele, ile tylko się da, a ten trend wydaje się nie do zatrzymania, bo to działa na wyobraźnię klientów. 😉
                      Aż musiałam sięgnąć po olkową instrukcję, żeby wyliczyć, ile zdjęć nim zrobiłam. Wyszło mi, że ponad 17 tysięcy. O rety. 😀 To co prawda jakieś 10 razy mniej niż napstrykałam Panasem, ale i tak zrobiło na mnie wrażenie. Pewnie nie jest obliczony na więcej niż Twój staruszek, więc naprawdę przyjdzie się niedługo z nim żegnać. 😦

                    • właściwie to masz rację – sprawdziłem, okazuje się, że M’ka ma niemal identyczną matrycę jak moja 20d ;-). Nie jest źle. Ale, z drugiej strony, pewną wadą 20tki była jednak stosunkowo mała matryca właśnie. Bo niby większa niż w kompaktach, zwłaszcza typowych CCD, ale zarazem nie była to pełna klatka ;-). O ile się nie mylę, kompensacja ogniskowej przy mniejszej klatce w 20d wynosiła ok 1,4 – zakładam zatem, że również w M’ce byłaby to podobna różnica. To trochę kłopotliwe jeśli lubi się szerokie kadry, bo wtedy trzeba kupować ultraszerokie obiektywy aby mieć zwyczajnie szerokie ;-). No, ale to w sumie drobiazg… nie mówimy wszak o fotografii profesjonalnej, ale o dobrej zabawie. Pod tym względem M’ka chyba by mi więcej niż wystarczyła 😉

                      17 kilo? Ładnie, ładnie ;-). Ja, niestety, nie wiem ile zrobiłem 20d, ale podejrzewam, że coś koło tego. Panasem zrobiłaś prawie 200 kilo? Imponujące ;-). Żadnym aparatem nie zbliżyłem się do tej granicy, a przecież robię – robiłem – sporo fotek… Z granicą używalności lustrzanek chodzi o wytrzymałość mechanizmu podnoszącego lustro. To właśnie on poddaje się po około 20 tysiącach zdjęć. Reszta powinna działać bez problemów… te aparaty były robione jeszcze w pewnej określonej specyfikacji i są naprawdę trudne do zajeżdżenia. Mój 20d był ze mną na pustyni, zawsze go zabieram nad morze i dziesiątki razy ścierałem lub zdrapywałem z niego sól. Przemroziłem go i przegrzałem, a skubaniec ciągle działa. No i upadł mi kilka razy, a jeden z tych upadków był dość poważny. I nic ;-D. Teraz bałbym się z nowym aparatem takie cuda odwalać 😉

                    • Chcesz pełną klatkę? Sięgnij do portfela po te marne kilka tysięcy i sobie kup, jaki to problem. 😀
                      „niby większa niż w kompaktach, zwłaszcza typowych CCD” – to tak zabrzmiało, jakbyś sądził, że matryce CMOS są w kompaktach większe. A przecież nie, każdy z tych typów w kompakcie ma wymiary liczące się w milimetrach. A w dowolnej lustrzance matryca liczy się w centymetrach. 🙂
                      W Twoje uwagi na temat szerokich kadrów nie potrafię się wczuć tak, jak na to zaslugują, bo dla mnie szeroki kadr to takie ni to ni owo, więc czym prędzej go zawężam. 😉
                      Mam wrażenie, że w porównaniu ze mną robisz bardzo mało zdjęć. 😉 Z jednego dłuższego wyjścia (np. do lasu na trzy godziny) przynoszę ze sobą pełną kartę, czyli ponad 400. Oczywiście potem co najmniej połowa idzie do kosza, ale co się napstrykam to moje. 😀 Olka niby staram się oszczędzać, ale odkąd zaczęłam focić obiektywem manualnym przy f/1.8, jest z tym kiepsko. Czasem potrzebuję 4-5 pstryków, żeby jako tako trafić z ostrością. :/ No ale efekty bywają tego warte.
                      Porządny ten Twój 20d, aż trudno uwierzyć. Ech, kiedyś to robili aparaty…

                    • jasne… jakbym miał zbędnych parę tysięcy zeta to bym kupił ;-). Za darmo mogę sobie tylko śnić, a dysponuję jedynie „za darmo” 😉

                      kiedyś też preferowałem długie obiektywy, ale wbrew pozorom – wbrew temu co widać na tym blogu – moją ulubioną dziedziną fotografii jest portret, a do tego wskazany jest jednak szeroki kąt (przynajmniej jeśli się lubi pochodzić blisko do modelki / modela). Tak samo w krajobrazie: bez szerokiego kątu ani rusz (nie chodzi mi o fisheye, rzecz jasna). Reportaż nie inaczej: aparat nie powinien widzieć mniej niż oko. Akurat reportażu nigdy nie łyknąłem zbyt mocno, ale lubię taki pseudorep, zwłaszcza w odmianie streetowej. Oczywiście to tylko teoria. Bo do każdej z tych rodzajów fotografii potrzebny jest czas, a ja w tym roku, robiąc niemal wyłącznie makro, odbębniłem ledwo – sam nie wiem – może ze 30 sesji (poprzez sesję rozumiem więcej niż jedno zdjęcie jednego owada). Więc… ogólnie… czeka mnie chyba coraz więcej marudzenia a coraz mniej zdjęć ;-). Z góry przepraszam…

                      Tak więc, faktycznie, robię mało zdjęć. Mogę przeliczyć ile w tym roku ich zrobiłem, ale myślę, że nie więcej niż 1000, a możliwe, że właśnie w okolicy 400 – 500 sztuk. Oczywiście mówię o makro. Przeciętna sesja to 5-10 zdjęć. Najdłuższe sesje to 50, czasami nawet więcej fotografii. Summa summarum, fotografuję bardzo mało… ;-( I oczywiście, też połowa idzie do kosza ;-D

                      20d porządny, to fakt. Mam kilku znajomych, którzy siedzą głębiej w fotografii niż ja. Ciągle mają na stanie – niektórzy – 20d i używają rezerwowo lub w trudnych warunkach, jak się boją, że stracą nowszy sprzęt ;-). Niestety, 20d nie sprawdza się w zastosowaniach profesjonalnych: jednak zbyt słaba matryca, głośne lustro i stosunkowo wysokie szumy przy iso800 (porównywalne, notabene, z szumami naszego kompaktu przy iso400). Co do CMOSa – chodziło mi bardziej o to, że w kompaktach właśnie głównie używa się CCD. Chyba chciałem napisać coś takiego: nie dość, że małe sensory, to jeszcze CCD ;-). CMOS ma lepsze parametry pracy jeśli chodzi o szumy. Wydaje mi się, że w makro ma to ogromne znaczenie, bo z założenia przy makro istotne są detale.

    • może spotykamy je częściej, ale ich nie zauważamy ;-). Wydaje mi się jednak, że kwietniki nie są strachliwe… na ogół odganiają intruzów – w tym fotografów – łapkami i dopiero po fiasku tegoż próbują ucieczki ;-). Tak było u mnie (co zresztą widać na kilku fotach).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: