Ludzie i owady, czyli czynnik homo sapiens w naszych przygodach makro ;-)

Dzisiaj, z okazji kończącego się roku, przygotowaliśmy trochę luźniejszy wpis… nie żeby poprzednie były ścisłe, ale wiadomo o co chodzi, prawda? 😉 Choć jesteśmy jeszcze początkujący w tej pięknej dziedzinie zawieszonej pomiędzy sztuką a nauką, to zdarzyło się nam owady poznać troszkę bliżej niż się spodziewaliśmy. Wspaniałe są te momenty, w których obiekty makrofotografii zaczynają nas traktować jak zwyczajny element przyrody… Udało się nam zrobić kilka takich zdjęć i dzisiaj właśnie je publikujemy ;-).

ludzie i owady 17

Bzygi, jak ten powyżej, należą do stworzeń najchętniej mylących nas z czymś innym. A może wcale nas nie mylą? Może po prostu lubią ludzi? 

Naszym zdaniem bzygi ewidentnie lubią ludzki pot – co zapewne nie jest aż takie głupie, uwzględniając fakt, że można w nim znaleźć pewne składniki potencjalnie wartościowe, jak choćby sole mineralne.

Drugą grupą stworzeń najchętniej nas obsiadających po bzygach są szarańczaki.

W ich przypadku przyczyn nie należy szukać ani w sympatii ani nawet celowości jako takiej. Zdarza im się lądować na ludziach raczej przez pomyłkę. Ale cóż, jak się tak daleko skacze, to czasami nie sposób dobrze wycelować…

Trzecie miejsce zajmują nasi ulubieńcy – ważki.

Te lądują na przedstawicielach homo sapiens przede wszystkim w ramach ułatwiania sobie polowania. Ważki ścigają mniejsze owady latające (czasami większe), a że nie lubią się przemęczać, potrzebują odpowiednio wysokich i dobrze ulokowanych punktów obserwacyjnych. Ludzie też lubią wszystko dobrze widzieć, co często plasuje ich jako idealne punkty widokowe…

Poza powyższymi owadami, zdarzają się jeszcze spotkania z innymi, ale są na ogół niepowtarzalne, trudno zatem tworzyć na ich podstawie jakąś statystykę. Oto kilka takich kadrów.

Na koniec tej części wpisu… odrobina mody ;-).

Tak właśnie wygląda dwójka onibe podczas makro łowów. Określenie „moda” należy stanowczo wziąć w cudzysłów, ale przynajmniej można się pośmiać z samych siebie ;-D.

Co jeszcze? Może garść informacji.

Rok 2012 był naszym pierwszym pełnym sezonem makro i przyniósł – naszym zdaniem – pierwsze naprawdę udane, nieprzypadkowe fotografie. Oczywiście zawsze pisząc o „udanych fotografiach” ryzykuje się, że ktoś odczyta te słowa jako przechwalanie się, ale cóż… mieliście szanse nas poznać, zauważyliście zapewne, że nie mamy większych złudzeń co do naszego miejsca w szyku. A że są jeszcze złudzenia mniejsza… te się czasami przydają ;-). Tym niemniej pod paroma zdjęciami gotowi jesteśmy się podpisać. Może na wyrost, ale jednak 😉

Na blogu pojawiło się w 2012 roku 78 wpisów, ten będzie 79ty (znalazło się w nich około 350 zdjęć). Ile wpisów przyniesie nowy rok? Pytanie jest o tyle zasadne, że odpowiedź na nie będzie de facto formatowała kształt bloga. Nasze tymczasowe postanowienie jest takie: chcemy uzupełnić Oczy w Oczy o pakiet wpisów z archiwalnymi fotografiami, nawet jeśli nie są to zdjęcia wybitne i godne oczu naszych szanownych odwiedzających. Chcemy w ten sposób stworzyć bazę danych / fundament systematyczny, na którym oprzemy dalszy rozwój blogu. Jednocześnie bardzo nam zależy na tym, aby konsekwentnie polepszać jakość zdjęć, a więc – de facto – rozwijać się. Same „chcenie” oczywiście sprawy nie załatwi, czeka nas kilka wyzwań i pokonanie kolejnego progu umiejętności będzie na pewno trudne, zwłaszcza że ciągle jeszcze mamy więcej pytań niż odpowiedzi… ale jako cel nadaje się idealnie ;-).

Najczęściej oglądanym wpisem w roku 2012 był post o gąsienicy obnażacza, następnie o klecance i wreszcie o larwie rośliniarki. Na statystykę wpływ ma wujek google, bowiem wejścia „z zewnątrz”, a więc spoza grona naszych wiernych odwiedzających, mają wpływ decydujący… W tych okolicznościach nie ma co się dziwić, że żaden z powyższych wpisów nie należy do naszych ulubionych. Zapewne popularność jedynki i trójki bierze się ze względów… nazwijmy to… ogrodniczych ;-).

Dziękujemy wszystkim odwiedzającym za cierpliwość. Zostańcie z nami 😉

Advertisements

26 thoughts on “Ludzie i owady, czyli czynnik homo sapiens w naszych przygodach makro ;-)

  1. Ale macie dużo zdjęć, ja ponieważ nie wypuszczam aparatu z rąk nie mam… no prawie żadnego 😉 Ale tez nie ma co focić za bardzo ;)) Dużo zdrowia w nowym roku i wielu wielu małych modeli i modelek 😉

    • nie tak znowu dużo ;-). Zawsze może być więcej… ale faktem jest, że nie o takie foty chodzi. A to o które chodzi masz w obfitości ;-). Wszystkiego najlepszego i do zgadania przy stawonogach za rok 😉

  2. Pewnie, że zostaniemy 🙂
    Zapewne fajne są takie wspólne fotołowy?…troszkę Wam zazdroszczę, bo zazwyczaj sam się włóczę po okolicy, a we dwoje zawsze więcej można zaobserwować 😉
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Wam życzę! Samych udanych makro, i nie tylko makro, kadrów! 🙂

    • wspólne fotołowy nie są fajne jeśli się ma jeden aparat, bowiem w takim przypadku wyglądają na tej zasadzie: „daj, daj, mam fajny obiekt” i pięć sekund później „no uciekł mi przez ciebie, wszystko twoja wina ty taki owaki”. Itd itp ;-). Ale jako wspólne hobby to jest to dobre hobby ;-). Wszystkiego naj i również wielu super kadrów 😉

  3. Modę makrofotograficzną podziwiam! Udać się w gąszcz w spódnicy i z gołymi nogami to jest dla mnie jak sport ekstremalny. Bym umarła ze strachu, że stado kleszczy mnie oblezie, nie mówiąc o mrówkach i innych przejawach owadowości. 😉
    Bliskie spotkania z robaczkami są fajne i w ogóle jesteście fajni, więc w Nowym Roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze. 🙂 Sukcesów na polu też. 🙂

    • Iza jest masochistką, w końcu nie bez przyczyny wyszła za mnie ;-). Nie mogłem niestety znaleźć zdjęć jej w bikini robiących zdjęcia czemuś, co pewnie miało nóżki i skrzydełka… gdzieś się zapodziało w archiwach ;-).

      fajnie wiedzieć, że jesteśmy fajni… nie wiemy jak to robimy, ale postaramy się tego robić więcej, coby być jeszcze fajniejsi ;-). Miło nam, że się z nami zadajesz, kontakt zatem jest dwustronnie – nomen omen – fajny ;-). Udanego nowego roku i mnóstwa bezcennych fruwających znalezisk 😉

      • W sumie i ja przyznam, że bez długich spodni w chaszczach bym się nie obył, zwłaszcza jak się wchodzi w pokrzywy wyższe ode mnie, różne kolczaste krzaczory, iglaki itp. a trochę tego w lasach bywa 😉 Zresztą i tak, kontuzje bywają nieuniknione, ale cóż takie uroki terenowych chodów 😀

        Tak na koniec, to mam nadzieje, że w tym sezonie dacie równie dużego czadu z foceniem owadów co w poprzednim roku, a może i nawet większego, a ja czujnym okiem będę was nadal w miarę możliwości podglądał 😉 (A w ogóle to jednak szkoda, że tego zdjęcia Izy w bikini nie znalazł, bo jednak człowiek tyle już penetruje teren w poszukiwaniu owadów, a nawet nie wie w jakich strojach jest to możliwe;D

        • niewykluczone, że zaginięcie owych zdjęć nie było przypadkowe. Podejrzewam czyjąś działalność ;-). Taki wyrachowany sabotaż ;-D.

          przypomniało mi się, że jednak bywałem parę razy pogryziony – przez mrówki ;-). Przed tymi cholerami nawet długie spodnie nie chronią, mało tego: spod długich spodni trudniej je wyłuskać ;-). Przy fotografowaniu mrówek sprawdza się taktyka: przykucnięcie – trzy zdjęcia – odskok i piętnaście diabelskich podskoków połączonych z majtaniem kończynami – doskok – przykucnięcie i znowu trzy zdjęcia 😉

          • Następnym razem musisz być czujniejszym i przypilnować, bo widzisz jak to bywa z takimi rzeczami 😉

            Mrówki… jedna rudnica ugryzła mnie kilkanaście lat temu i od tej pory nie miałem z nią podobnego incydentu, choć niejednokrotnie chodze po miejscach, gdzie jest ich dużo. Za to wścieklice co róż mnie żądlą a to już jest naprawdę bardzo nie miłe z ich strony 😀

  4. Jak tak patrzę na te obsiadające was owady to i mnie bierze na wspominki, a przyznam, że trochę tego było. pamiętam jak w maju fotografowałem owady nad Łyny, wtedy też ładnie mnie obsiadły bzygowate i to najróżniejszych gatunków, był moment, że poczułem się jak stołówka, ale to i tak lepiej niż miesiąc później gdy nastąpiła analogiczna sytuacja, tyle, że zamiast bzygowatych obsiadły mnie owady pragnące bardziej krwawego posiłku niż pot. Były więc jusznice, strzyżaki, komary i duże bąki z rodzaju Tabanus… niestety nie obyło się bez ofiar, zwłaszcza po mojej stronie ;f A jak tak jeszcze patrze na te szarańczaki tak chętnie przysiadające na rękę, to od razu przypomina mi się sytuacja z podkrzewinem szarym w październiku. Próbuje go fotografować, ale majta liściem, więc łapie palcami za liść, aż tu nagle po kilku zdjęciach wchodzi mi skubana na palec i zaczyna go gryźć! Ja rozumiem, że panie mogą mieć mieć trudne dni, ale żeby aż tak, to się nie spodziewałem 😉 Zresztą rok temu próbował mnie dziabnąć skoczek zielony, ale na szczęście przez spodnie nie dał rady się przegryźć. Pocieszające jest to, że u ważek, łowików i pająków mam większe chody niż u prostoskrzydłych i często ratują mi skórę przed krwiopijcami gdy tak sobie siedzą na moim ramieniu czy czymś tam innym 🙂

    • my mamy szczęście, bo poza komarami nic nas nie gryzie ;-). Przynajmniej do tej pory tak było i… oby to się utrzymało jak najdłużej ;-). Mamy nadzieję natomiast, że zwłaszcza ważki jeszcze chętniej będą nas obsiadały, może w ten sposób uda się poszerzyć zasoby gatunkowe na blogu, bo chwilowo jakoś tak wyszło, że jesteśmy ograniczeni do paru odmian… No i spotkania z ważkami są ewidentnie najprzyjemniejsze, zwłaszcza z różnoskrzydłymi…

      co do szarańczaków – prawdę mówiąc my zawsze zapominamy, że te małe dranie mogą ugryźć ;-). Ale to przecież możliwe, bo żuwaczki mają silne.

      • Od czegoś warto zacząć, powolutku przejdziecie z tych paru gatunków do tych bardziej ciekawych, z tą lecichą białoznaczoną na ten przykład ładnie wam się udało 😉 Jak was polubią to na pewno w końcu zaczną siadać. Osobiście mam już taką formę, że zaczynają mnie obsiadać po kilka sztuk naraz więc i wam z czasem to przyjdzie 🙂

        Dokładnie, szarańczaki, nawet te małe mogą uszczypnąć czego osobiście jestem właśnie świadkiem. A w przypadku tych dużych to lepiej w ogóle zrezygnować nawet z głaskania 😉

  5. Fajnie że macie wspólną pasję:-) Wielu miłych spacerów i fascynujących spotkań przyrodniczych życzę w nowym roku!
    Ale ta ważka na dłoni… nie podejrzewałam ważek o taką śmiałość. Ja spotykam wyłącznie płochliwe.

    • tajemnica tkwi w znalezieniu ważki, która nie jest w stanie uciec, bo np. dopiero się wykluła ;-). Tak to wygląda u nas, ale inni radzą sobie lepiej… sami nie wiemy jak im się to udaje ;-(

      również udanego makro-roku-2013 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: