077 – Garść ćwiczeń przed odlotem

 Muchówki są bardzo niedoceniane. Ludziom się zdaje, że one to tylko bzz bzz i takie tam. Ale nie! Życie muchówki to także liczne wyzwania i samoograniczenia. Oraz nieustanna praca nad sobą. Oprócz ćwiczenia umysłu – na który to temat się nie wypowiemy – ważna są także ćwiczenia fizyczne. I w ten sposób dochodzimy do clou sprawy. Dzisiejszy wpis będzie bowiem o pewnej muchówce (EDIT: Physiphora alceae – za identyfikację dziękujemy Chwastowisku), która ćwiczyła, ćwiczyła i ćwiczyła. Aż nam bateria w aparacie siadła.

Popatrzmy zatem na muchówkowy aerobik. Kilka zdjęć trafiło do zestawienia mimo braku ostrości, ale tłumaczy nas uchwycenie na nich szczególnie ciekawych pozycji ;-).

I jeszcze kilka, z nieco szerszą perspektywą.

Po przepaleniach na pancerzyku i główce widać, że rzecz działa się w promieniach wysokiego, mocnego słońca. Takie właśnie jest życie muchówki: każda pora jest właściwą, aby nad sobą popracować…

I jeszcze jedno, ostatnie spojrzenie na lokalnego kulturystę:

Nazwa gatunkowa: Physiphora alceae

Rodzaj:  

Rodzina: Ulidiidae

Rząd / podrząd: muchówki (Diptera) / krótkorogie (Brachycera)

Gromada:
owady

Typ: stawonogi

Królestwo:
zwierzęta

Data wykonania zdjęć: 2 – 8 – 2012

Lokalizacja: Staw – Glinianka

Rozmiar zdjęć:
900 x 675 pix

Aparat: SX 20 IS [lampa zewnętrzna Metz-50]

Advertisements

33 thoughts on “077 – Garść ćwiczeń przed odlotem

  1. Ohoho, gratulacje! To rzadka mucha z rzadkiej (u nas) rodziny Ulidiidae. Na tyle rzadkiej, że nawet nie ma polskiej nazwy.
    A imię gimnastyczki brzmi Physiphora alceae. 🙂
    Trzecie i piąte zdjęcie (pomijając małe przepaliki ;)) całkiem udane. 🙂

    • dzięki za identyfikację… próbowałem obczaić w necie, ale się nie udało. Twojego bloga też przeszukałem, ale chyba zabrakło mi determinacji ;-).

      postaram się tej muszki wypatrywać w przyszłym roku, zobaczymy czy zaszczyci mnie jeszcze raz ;-D. Na słońce znam niestety tylko jeden sposób: fotografować wtedy, kiedy jest nisko i nie świeci nazbyt mocno, ale akurat rzadko pokrywa się to z czasem dostępnym na focenie ;-). Pewne postępy czynię z lampą błyskową – wydaje mi się, że z czasem będę umiał nieco zredukować odbicia nie psując barwy światła. Zobaczymy zresztą 😉

      • Na Chwastowisku nie ma takiej muszki. Jedna jedyna z tej rodziny, którą udało mi się w toku dziejów spotkać, to ta:
        http://chwastowisko.wordpress.com/2012/06/30/tetanops1/
        O tym niskim słońcu to same bajdury są, bo jakie by nie było, i tak rozbłyszczy wszystko wokół, a skrzydełka muszki to już na pewno. 😉 Generalną zasadą jest ustawiać się pod takim kątem, żeby nie błyszczało, ale wiadomo, że nie zawsze się da. 🙂

        • na lustro przypiąłbym po prostu filtr polaryzacyjny, ale uwzględniając jak masakrycznie kaszaniasta jest optyka i matryca w tym aparacie, nie ośmieliłbym się dołożyć jeszcze kolejnej pułapki na światło w tej konfiguracji. Jednak zauwazyłem, że nawet w samo południe da się robić nie najgorsze zdjęcia maksymalnie zjeżdżając z ekspozycji i kompensując to silną lampą błyskową. Cały gryps polega na takim wyczuciu sytuacji, aby lampa nie położyła barw, no i aby tło było wyraźne… jako rzekłem wcześniej, jeszcze nie wiem jak to osiągnąć ;-0

          • Od dawna mam ochotę sprawdzić, jak polar by działał przy takich okazjach – ale wciąż mi wylatuje z głowy, żeby kupić stosowną redukcję (albo i ze trzy ;)). Filtr kupiłam kiedyś do Heliosa – no i oczywiście do niczego innego rozmiar gwintu nie pasuje.
            Z reguły mocno daję EV na minus, robiąc w słońcu. Plus lampa, oczywiście, dla zrównoważenia światła. Ale silna lampa to nie jest wg mnie dobra metoda. Takie światło spłaszcza obraz i on nigdy nie będzie taki jak trzeba.
            Wg mnie po prostu bywają okoliczności, w których super dobre zdjęcie owada nigdy nie wyjdzie. Takie jak te tutaj – silne słońce i focenie pod światło. 🙂

            • masz rację – ideałem jest utrafienie ciekawego owada, w ciekawym miejscu, przy ciekawym oświetleniu i bez wiatru ;-). Ja robię zdjęcia wtedy kiedy mogę i mam wtedy wybór: albo zdjęć nie robić, bo pogoda nie idealna, albo zagryźć zęby i postarać się coś uzyskać w danych okolicznościach przyrody ;-). Wiem, że w ten sposób mistrzostwa nie osiągnę, ale cóż… nie każdemu jest dane dotrzeć do Koryntu 😉

              a z polarem uważać trzeba, bo on na ogół dość mocno przyciemnia zdjęcie. Tym niemniej, spróbować warto. Ja bym nawet przetestował na zasadzie przyłożenia do obiektywu, ale jakoś nie mogę doczekać się zwrotu mojego polarka od znajomego… eh… pożyczanie ;-(

          • No niestety, tak to jest. I do kompletu jeszcze trzeba uważać, żeby robaczka nie wystraszyć. 🙂
            Chyba za mało intensywnie się starasz o zwrot. 😉
            Wiem, że polar przyciemnia, robiłam nim trochę. Ale jeśli zakladamy, że arena działań jest bardzo jasna, to nie powinno zbytnio utrudniać.

            • hmm… kiedyś wrzucę fragment kadru z mojej hybrydy w rozmiarze 100%, tak jak wychodzi z aparatu – to będzie ilustracja moich obaw wobec dodawania dodatkowych filtrów na obiektyw. Mój aparat to taka żenada, że chyba tylko w próżni można nim robić zdjęcia 😉

          • Eee, jaka tam hybryda, zwyczajny kompakt to jest. Maupka, jak mawia Jasieczek. 😉
            Tak wizualnie oceniając, słaba strona Twoich zdjęć to kolorystyka. Jest ogólnie ponura z tendencją do przeczerwieniania. Ale mam wrażenie, że wyglądem oryginalnego fragmentu kadru mnie nie zaskoczysz – mój Panas wypuszcza z siebie, jak sądzę, coś ogólnie podobnego. 😉

            • o kolor nie mogę mieć do nikogo pretensji – to jest kwestia pory dnia w której robię zdjęcia. Większość fotografii wykonuję pomiędzy 10 a 1030. I jako rzekłem, niezależnie od pogody – czyli nie czekam na ładne słońce, ale fotografuję wtedy kiedy mogę. Tego nie przeskoczę ;-(

              podejrzewam, że Ty dość mocno podostrzasz, prawda? Korzystasz z czegoś w rodzaju neat image? Ja, póki co, mam dziwną rezerwę do mocnego obrabiania zdjęć przyrodniczych. Ograniczam się do levelsów, czasami robię drobne korekty na saturacji, bywa że podciągam kontrast (ale rzadko) i to wszystko. Od razu zaznaczam, że nie mam teorii wedle której nie można intensywnie przetwarzać zdjęć makro, po prostu ja akurat tak działam a nie inaczej… Może mi się odmieni 😉

              aha – dodać należy jeszcze konfigurację naszych monitorów. Dawno, dawno temu nauczyłem się, że oglądanie zdjęć w necie jest zajęciem bardzo niepowtarzalnym, bo praktycznie na każdym monitorze wyglądają inaczej. Tobie się wydaje, że publikujesz zdjęcie z genialnie rozłożonym światłem, subtelnie zarysowanymi detalami w cieniach a ktoś widzi smoliste plamy i przerysowane kontrasty… eh…

          • Na mój rozum ta godzina nic do koloru nie ma. Wręcz przeciwnie, o dziesiątej rano wszystkie barwy przyrody są w pełnym rozkwicie. 😉 A gdy jest brzydka pogoda, zdjęcia powinny być choć trochę przeniebieszczone, a nie są, nawet w najmniejszym stopniu. Moim zdaniem Twój aparat ma przede wszystkim problem z balansem bieli przy lampie. No i do tego światła lampy jest zbyt dużo, a zastanego zbyt mało.
            Co do konfiguracji monitorów… hmm… oglądam naprawdę bardzo wiele zdjęć, ogromną większość widzę u siebie bardzo dobrze, czyli to raczej nie jest wytłumaczeniem. W pracy mam monitor, który przy opcji RGB wyrąbuje większość niebieskiego, więc wiem mniej więcej jak to bywa. Ale to zdecydowanie nie ten problem, poza tym nie mówimy o niuansach, tylko o ogólności. 🙂
            Owszem, po zmniejszeniu wyostrzam krawędzie. Ostrość przy zmianie rozmiaru zawsze się nieco rozpływa, więc to normalna procedura. Jeśli w oryginale zdjęcie ostre nie było, sztuczne wyostrzanie daje niewiele, bo od razu widać. 😉 I tak, używam NI do odszumiania, bo inaczej fotki nie dałyby się w ogóle oglądać, szumy w Panasie są zarąbiste. 😉

            • hmm… czyli z szumami nie tylko ja mam problem ;-(. Ostatnio robiłem eksperymenty i zauważyłem, że przy idealnych warunkach: na statywie, z lampą, spust bezdotykowy (opóźnienie 2-5 sekund), ISO 80 i króciótkie czasy nie jestem w stanie zrobić ostrego zdjęcia. Na 100% zawsze detale są konsumowane przez mgiełkę szumów ;-(. A przy krótkich czasach i słabym świetle to już w ogóle masakra… dlatego tak bardzo upieram się na silną lampę. Po prostu przy tym aparacie to chyba jedyna droga…

              Ty możesz mieć dobrze ustawiony monitor, ale ja niekoniecznie ;-). To nie jest tylko kwestia parametrów monitora widza, ale i tego kto obrabia zdjęcia. I to bynajmniej nie jest zwalanie winy na jakiś tam zły czynnik – po prostu wiele w tym wszystkim losowości. Efekty możemy postrzegać różnie. Ja nie widzę tego przesunięcia barwnego o którym wspominasz – teoretycznie mam monitor ustawiony prawidłowo (wg. tablic kontrastów i barw) ale jak widać: gdzieś jest problem ;-(

          • Szumy to cecha wszystkich kompaktów, a im więcej px upakowanych na tyciej matrycy, tym są większe. Przecież wiesz. 😉 Na Twoich zdjęciach i tak są niewielkie, naprawdę, aż się dziwię. U mnie im gładsze (czyli to bardziej pożądane) tło, tym tych paciajów więcej i nawet odszumianie nie daje zadowalającego efektu. Oczywiście wyostrzanie też swoje robi, bo szumy wtedy wyostrzają się również. 😦
            Mój Olek to aparat z bardzo niskiej półki, niby też szumi, ale stopień oddania szczegółów jest nieporównywalny z Panasem…
            Lampa nie wydobędzie Ci detali, ona nieco wyostrzy obraz (dokładnie na tej samej zasadzie jak wyostrzają programy, czyli dołoży świateł na krawędziach), ale nic poza tym. To co zaszumione takim pozostanie i w rozmiarze oryginalnym niczego się tam nie da dopatrzeć.
            Nie widzisz barw swojego zdjęcia z prostego powodu – bo to Twoje zdjęcie. Pamiętasz sytuację i całą resztę, wciąż masz to w podświadomości przed oczami. Więc nie potrafisz spojrzeć na obraz obiektywnie. Mam to samo, wszyscy tak mają. 🙂

            • lampa ma jedynie dodać światła – dzięki czemu możliwe jest zmniejszenie ISO i czasu ekspozycji. Zresztą, mamy trochę inną taktykę wykorzystania lampy… pozwól, że za parę lat odpowiem, czy moja jest słuszna, bo na razie wszystko to w powijakach jest ;-). Kurna, czasami sam zapominam, że jestem poczatkującym makrofotografem (skleroza, cholera jasna). Mam za sobą ledwo jeden pełny sezon… dopiero chwytam podstawy 😉

              z kolorami może być tak jak piszesz – choć akurat w moim przypadku jest to o tyle mało prawdopodobne, że obrabiam zdjęcia na ogół bardzo, bardzo długo po ich zrobieniu – i raz jeszcze kłania się skleroza: po prostu nie pamiętam „jak to było” podczas robienia zdjęć, w pewnym sensie odkrywam je dla siebie na nowo… Zaręczam, że w grę nie wchodzi podejście typu „moje zdjęcia są idealne” – wyleczyłem się z tego dawno temu. Jeśli więc mówię, że czegoś nie widzę, to nie widzę, mimo że chcę dojrzeć. Chyba 😉

              czy nasz canon jest niskoszumiący? Hmm… pozwolę się nie zgodzić ;-). W gruncie rzeczy oglądamy niewielkie formaty zdjęć. Taki drobiazg łatwo odszumić. Mnie denerwuje, że na 100% powiększenia oryginału nie mam ostrości. Po prostu w żadnym punkcie zdjęcia nie ma pełnej, idealnej ostrości, jest natomiast zupa pikselowa, która doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo właściwie odejmuje to pół frajdy z zabawy w zdjęcia. Moja antyczna lustrzanka cyfrowa – 20d – przy znacznie starszym typie matrycy generuje mniej szumów (większe punkty światłoczułe – o czym piszesz) ale i zapewnia znacznie lepszą ostrość.

              powiedz sama: co poradzić ze zdjęciem, skoro wiesz że i tak nie będzie ostre? Wyostrzanie w programach tak jak piszesz – może tylko dopicować ostrość, ale nie zastąpi jej braku ;-(

              eh, dosyć marudzenia… bo wychodzi, że zwalam braki w warsztacie na biedny aparat. W gruncie rzeczy staram się podchodzić realistycznie do tematu – mam przed sobą jeszcze kilka lat nauki, przy czym wiem, że nie zmieniając sprzętu na lepszy, pewnej bariery nie przekroczę. A na zmiany się nie zapowiada… W sumie nie żeby mi się śpieszyło, owady pewnie nie uciekną 😉

          • Nie będę się już z Tobą spierać w kwestii lampy i kolorystyki, bo i tak każde z nas pozostanie przy swoim zdaniu. 😉 Natomiast wciąż mnie ciekawi ten balans bieli, zajrzałam do EXIFu i widzę, że nie robisz zdjęć na WB auto. Masz ustawiony WB na lampę czy jakoś ręcznie?
            O ostrości kompaktowego kadru w 100% rozmiaru można zapomnieć, cudów nie ma. Już się z tym pogodziłam, choć gdy kupowałam Panasa z jego 10Mpix, miałam w tym względzie wielkie nadzieje (mocno przytnę i będzie super!). Mój poprzedni kompakt miał raptem 3,2Mpix (w związku z tym nawet niezbyt dało się zdjęcie przyciąć), ale w oryginalnej wielkości nie wyglądało to wcale źle. Fragment takiego zdjęcia możesz zobaczyć na dole w tym wpisie:
            http://chwastowisko.wordpress.com/2008/09/29/mucha29/
            Co do picowania ostrości, chodziło mi raczej o zdjęcia, które są lekko poruszone lub nie trafione z ostrością jak trzeba. 😉 W zastosowaniach blogowych i rozmiarach rzędu 800px złudzenie ostrości dobrze wykonanego zdjęcia (po wyostrzeniu w następstwie zmniejszenia) jest absolutnie, jak dla mnie, wystarczające. 🙂
            A jesli chodzi o Twój aparat, to tak sobie myslę, że jest nieprawdopodobne, żeby był gorszy niż mój. 😉

            • być może mój aparat jest nawet lepszy – próbowałem porównać moje i Twoje zdjęcia na 100%. Wydaje mi się, że mój robi nieco lepszą ostrość, ale nie aż tak dobrą jak należałoby oczekiwać. Być może mam po prostu zbyt duże oczekiwania ;-).

              Wrzucam zdjęcie przykładowe – pełen plik, pełen kadr, pełen exif

              To akurat jeden z lepszych przypadków, często jednak wychodzi mi to gorzej. Tutaj ostrość jest jeszcze o tyle dobra, że udało mi się w bardzo krótkim czasie zawrzeć ekspozycję.

              Trochę jeszcze nie radzę sobie z technicznymi wymogami zdjęć makro – przywykłem do fotografii, w której niuanse tego typu jak ostrość czy szum nie mają znaczenia (choć robiłem je lepszym sprzętem, ciekawy paradoks). Makro jednak musi być żyletą. I pal licho małe pokazówki, liczy się pełen kadr.

              PS. Dzisiaj odebrałem z wydruku kilka dużych formatów makro. Masz rację – dostrzegam teraz delikatny, czerwony zafarb. U mnie na monitorze tego nie ma – a mam wyłączone wszystkie filtry „koloryzujące” itd. Co prawda tu jeszcze w grę wchodzi profil RGB/CMYK przy wydruku, nawet nie zapytałem z jakiego korzystają w serwisie (pewnie jakiś PANTONE albo aRGB). Spróbuję może na tej podstawie uwzględnić jakąś korektę, ale to trochę jakby macać się z kimś przez ścianę ;-).

              Swoją drogą – spieramy się (kulturalnie, merytorycznie – coby nie było) na temat taktyk fotograficznych, ale właściwie nie zsynchronizowaliśmy naszych przemyśleń dotyczących strategii. No bo, na dobrą sprawę, po co robimy zdjęcia? Jakie mamy wobec nich oczekiwania? Zauważyłem, że Ty prowadzisz kilka lokalizacji do wieszania zdjęć. Światnaszkolorowy służy chyba pokazywaniu fotografii makro z naciskiem na fotografię (kadr, kolor, motyw), natomiast Chwastowisko bardziej na makro i systematykę. Ja – a właściwie my, bo Iza gdzieś umknęła w tych rozważaniach – sami nie wiemy jeszcze czego chcemy, więc idziemy jednocześnie we wszystkich kierunkach. Ale ideałem dla nas jest zdjęcie, które można wydrukować w formacie 40 x 50 (absolutne minimum to 30 x 40 – takie najchętniej wieszamy na ścianach) i które z przyjemnością się ogląda, zarówno z uwagi na temat jak i wykonanie. Natomiast na blogu Oczy w Oczy ciągle się motamy – z jednej strony publikujemy zdjęcia kiepskie, ale wartościowe w ramach pewnego kontinuum tematycznego (wartościowe naszym zdaniem), z drugiej, chyba nie do końca interesuje nas tak szeroka systematyka jak na Twoim Chwastowisku… To niby detale, ale na takich detalach osadza się decyzje co i jak robić. Tak mi się zdaje 😉

    • no właśnie… akurat oczy nie wyszły tak jak powinny ;-(. Ale nawet nie idealnie ostre robią wrażenie, bo są piękne ;-). Świetna jest ta muchówka, potwierdzamy że się w niej zakochaliśmy 😉

  2. Niezła gimnastyczka, może by ją do „Mam talent” wysłać? 😉
    Toście sobie z Radzido dyskusje urządzili, poczytałem z przyjemnością, będę i ja nieco mądrzejszy 🙂

    • od czytania moich mądrowań to można zostać głupszym, ale bardzo chętnie doczekam się w końcu choć jednego przypadku odwrotnego 😉

      a my z Radzido to tak regularnie wracamy do tematu, to chyba nasze dodatkowe hobby ;-D

  3. No, jestem nareszcie. 😉 Odpowiem tu pod spodem, bo już nie chce mi się męczyć z szukaniem Twojego komentarza gdzieś w dolnych otchłaniach. W górę jakoś łatwiej się przewija. 😉
    Zdjęcie, które porównywałeś, jak już wiesz, było zrobione starym aparatem. Fotkę z Panasa w oryginale możesz zobaczyć tu:

    To jest zdjęcie idealnie trafione z ostrością, lepiej tym sprzętem się chyba nie da.
    Twój przykład wygląda na trafiony gorzej, bo nie sądzę (vide: oczka tutejszej muszki), żeby z Twoim aparatem było aż tak źle. Po zmniejszeniu do „moich” rozmiarów i wyostrzeniu krawędzi (tak, jak to zwykle robię) ono wciąż nie jest ostre. 😦 Ale, ale… ma za to normalne kolory i te kolory są całkiem ładne. 🙂
    Tak przy okazji, radziłabym Ci pogrzebać w menu aparatu i ustawić sprzętową ostrość na maxa, to nieco pomaga.

    Hmm, wiesz, strategia w zasadzie jest jedna: robić zdjęcia ciekawe. 🙂 Czyli takie, które albo będzie się oglądać z przyjemnością (czyli ładne kolorystycznie i dobre technicznie), albo takie, które odkrywają tajemnice natury, normalnie zakryte przed ludzkim wzrokiem. A najlepiej, gdy uda się dwa w jednym. 🙂

    • hmm… czyli tak to wygląda…

      masz oczywiście rację: ostrość nie jest trafiona na zdjęciu idealnie, ale niemal idealnie. Problem polega właśnie na trafianiu. Po zrobieniu iluś tysięcy zdjęć jestem głupi – stosując statyw, ultra krótkie czasy ekspozycji i lampę błyskową oraz elektroniczny fokus, w bardzo, bardzo niewielu zdjęciach jestem w stanie trafić w ostrość idealnie. Obawiam się, że coś jest nie tak albo z serwomechanizmami obsługującymi obiektyw, albo z softwarem aparatu. Do tego dochodzi pikselowa kasza, która na 100% powiększenia rozmywa wszystkie kontury i zamienia je w przestrzeń nieoznaczoną ;-). Widzę jednak, że w panasie masz całkiem podobny efekt, pewnie wynikający wprost z jakości matryc stosowanych w kompaktach (przełożenie ilości px do przekątnej – fizyki się nie oszuka, niestety).

      muszę się pobawić w wyostrzanie krawędzi – obecnie stosuję maskę nieostrości plus miejscowe doostrzanie. Kiedyś stosowałem do tego celu jeszcze filtr high-pass, ale to było w czasach, kiedy jeszcze nie byłem leniwy ;-). Myślę jednak, że high pass jest idealny do wyostrzania krawędzi, zwłaszcza przy jakimś selektywnym zastosowaniu masek.

      inna sprawa, że chyba jednak mi się nie chce ;-). Nie przekonuje mnie naprawianie małej poglądówki zdjęcia, które w dużym rozmiarze jest nie dość satysfakcjonujące. Żaden ze mnie perfekcjonista, nie mam nic przeciwko chodzeniu na skróty, ale po prostu uparłem się, aby rozwiązać problem na poziomie strategicznym… i za cholerę nie mam już pomysłu jak to uczynić ;-(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: