038 – Przypalony pająk ;-)

W tym tygodniu były już dwa pierwsze razy: pierwsze makro w tym sezonie, pierwsza klecanka w ogóle, dzisiaj zatem, aby pociągnąć ten łańcuszek (ale i go zakończyć, bo co za dużo to niezdrowo) mamy kolejny „first timer”. Tym razem niedzielne zdjęcie będące testem nowych rozwiązań sprzętowych. Oglądając różne makra na blogach Szanownych Odwiedzających, uświadomiliśmy sobie, że zdecydowana większość zdjęć robiona jest z fleszem, którego my do tej pory nie używaliśmy.

Uznaliśmy, że należy to naprawić.

Powyższy pajączek to zapewne jakiś wałęsak, ale mniejsza o to. Tym razem nie o obiekt chodzi, ino o technologię. Tym niemniej, rzućmy okiem na jeszcze dwa zdjęcia nim przejdziemy do opisu i podsumowania.

I ostatnie:

No dobra. Do rzeczy. Zdjęcia zrobiliśmy zestawem canon 20d + tele EF 75-300 II 1:4-5,6 + raynox + lampa metz 50 AF-1. Konfiguracja cokolwiek kuriozalna, ale wiadomo: jak się ma za dużo czasu na myślenie, a za mało na testowanie,  to zawsze zaczyna się od tzw. pupy strony ;-). Teleobiektyw ma długą ogniskową i jest ciemny, więc obraz dopaliliśmy lampą. Sprawdziło się całkiem, całkiem… oczywiście jak na pierwszą próbę. Nawaliła ostrość, ale w niedzielnym, cholernie ostrym słońcu nie było szans podejrzeć jej w wizjerze, a autofocus nawet nie próbował kooperować. Warto będzie coś zrobić z głębokimi cieniami od błysku i tutaj widzimy zastosowanie dla softboxiku. Trzeba będzie przetestować inne obiektywy a na koniec hybrydowego canona, ale to już w swoim czasie. Dzisiaj po prostu rzucamy efekty dotychczasowych starań, kończąc w ten sposób nasze first-timery. W przyszłym tygodniu postaramy się wrzucić już coś bardziej sensownego 😉

Nazwa gatunkowa: wałęsak? (Pardosa sp.)

Data wykonania zdjęć: 18 – 03 – 2012

Rodzina:  pogońcowate (Lycosidae)

Rząd / podrząd: pająki (Araneae)

Gromada: pajęczaki (Arachnida)

Typ / podtyp: stawonogi

Królestwo: zwierzęta

Advertisements

32 thoughts on “038 – Przypalony pająk ;-)

    • teraz już to wiem, ale… rok stracony 😉
      z drugiej strony, można przyjąć, że zdjęcia z minionego sezonu są tym cenniejsze, że w ogóle wyszły, mimo nieużywania lampy ;-D

    • Co Ty Vitoos opowiadasz, ja tam jeszcze nigdy z lampą nie robiłem, a nieraz robiłem w cieniu i całkiem przyzwoicie mi to wychodziło 😉 Ale mimo to, zastanawiam się nad kupnem lampy pierścieniowej 🙂
      Pajączek ładnie wyszedł 🙂

  1. To czekamy na przyszły tydzień, na razie źle nie jest, choć mogło by być lepiej, zwłaszcza z ta ostrością i cieniami… no zobaczymy jak to dalej będzie 😉

    • problem z ostrością jest taki, że w wizjerku nic nie widać. Wizjer jest dobry do krajobrazów, portretów i takich tam, ale przy skali makro i takim ciemnym obiektywie po prostu nic nie widać i trzeba wybierać punkt niemal losowo. AF również średnio się sprawdza. Uwzględniając zatem, że ostrzyłem nie widząc gdzie ostrzę… to jest nieźle ;-). Ale masz rację, że to trochę za słabo na typowe makro.

      cienie… mamy już pomysł, ale bardziej kłopotliwy, bowiem będzie trzeba zastosować softbox i synchro. Ale na szczęście wszystko jest pod ręką, więc się może przemożemy… 😉

      • Ja to zawsze z wyświetlacza LCD korzystam… choć też czasem szkoda, że w moim kompakcie nie mam odchylanego, bo to znacznie by ułatwiło pracę, ale nie powiem, czasem też muszę celować z ostrością na oślep i różnie to z tym wychodzi 😉

        Jak się przemożecie to zobaczymy jak to wam wyjdzie 😉

        • niestety, w 20d nie ma ekraniku. To znaczy jest, ale bez live view, to dopiero w późniejszych modelach się pojawiło. My starego antyka mamy, takiego sprzed podboju kosmosu 😉

          • Live view do makro zupełnie się nie przydaje. Czas, jaki przy tej metodzie upływa od naciśnięcia spustu do zrobienia zdjęcia, jest zbyt długi i ostrość idzie sobie w siną dal.
            I jeszcze co do ostrości. Wyznaję dwie zasady. Po pierwsze – zdjęcie powinno być przygotowane w takim rozmiarze, w jakim jest wyświetlane na stronie. Po drugie – po zmniejszeniu zdjęcia do tego rozmiaru należy je zawsze wyostrzyć (plus odszumić, jeśli tego wymaga). Gdyby te dwie zasady zastosować do Waszego wałęsaka, zdjęcia (szczególnie ostatnie) wyglądałyby dużo lepiej. 🙂

            • odszumiane nie było, ale unsharpmaskowane tak i to już po zmniejszeniu. Tutaj niestety zabrakło ostrości w ogóle, natomiast przy innych zdjęciach, ostrzejszych jako takich, na pewno ta metoda się sprawdza.

              choć zauważyłem jeden niepokojący detal: oczy owadów. W dużej wersji zdjęcia mam widoczne fasetki (nie mówię oczywiście o zdjęciu tego pająka), natomiast po zmniejszeniu do rozmiaru 800 czy 900 pix oczy się robią gładkie… I póki co za cholerę nie wiem jak z tym powalczyć.

          • Ja w kompakcie jestem wręcz skazany na Live wiew, bo wizjer jest niestety malutki i zupełnie niepraktyczny i dlatego uważam, że jednak przydaje się i to jak najbardziej, zwłaszcza, gdy jest ruchomy, wtedy to już zupełnie można focić owada i nie trzeba klękać przed ekranem 😉 Co d zasad, to nie lubię się ich sztywno trzymać, jeśli zdjęcia wymaga wyostrzenia, lub od szumienia to oczywiście tak trzeba robić, ale jeśli wszystko jest jak należy, to nie zawsze jest to konieczne, najlepiej zawsze jak najmniej manipulować przy zdjęciach 😉

            • ale teraz w kompaktach stosowane jest rozwiązanie a’la lustrzanka, tzn. wizjer nie jest optyczny ale ekranowy: wyświetla się w nim podgląd bezpośrednio z matrycy

          • Już chyba kiedyś rozmawialiśmy, że zmiękczanie maski to stanowczo zbyt mało, szczególnie gdy zdjęcie nie jest idealne. 😉 Z reguły stosuję dwustopniowe ostrzenie – najpierw tylko krawędzie w programie graficznym, a potem jeszcze podostrzam w odszumiaczu. Spróbowałam nieco poprawić to ostatnie zdjęcie:

            Co o tym sądzisz?
            Jeśli chodzi o fasetki, niestety, tak się przeważnie zdarza, są zbyt drobne, żeby się ostały przy zmniejszaniu. W pewnym (niewielkim) stopniu można temu zaradzić, zmniejszając zdjęcie stopniowo w kilku etapach, tzn. tak gdzieś po 100px w szerokości za każdym razem.

            • niezły efekt, muszę jeszcze zatem pokombinować… a sugestia ze stopniowym zmniejszaniem interesująca, przetestuję przy jakimś sensownym zdjęciu oczowym 😉

          • I jeszcze co do live view i wizjerów, bo jakoś dziwnie gadacie. 😉
            Tradycyjna lustrzanka ma wizjer, który pokazuje obraz przekazywany za pośrednictwem lustra. Nie jest to obraz matrycowy, ale rzeczywisty. Taki wizjer różni się od wizjerów kompaktowych tym, że widać przez niego także wtedy, kiedy aparat jest wyłączony – no i jakość obrazu jest nieporównanie lepsza.
            Kompakty, jako nieposiadające lustra, od samego początku miały ekranik plus wizjer elektroniczny. Na obu widać podgląd obrazu z matrycy. Z czasem zaczęto stopniowo ograniczać modele z wizjerami na rzecz coraz większych wyświetlaczy, bo użytkownikom ta opcja bardzo się spodobała.
            No i pewnego dnia producenci lustrzanek natknęli się na problem. Niby ich produkty taniały, stawały się dostępne dla większej rzeszy odbiorców – ale grono kupujących się nie zwiększało. No bo jak to tak – aparat bez wielkiego ekranika, na którym można zobaczyć co się fotografuje?! 😀 I tak powstało live view, czyli rozwiązanie kompaktowe zaadaptowane w lustrzankach. To podgląd matrycowy, wymagający uprzedniego opuszczenia lustra (te manewry z lustrem powodują opóźnienie w robieniu zdjęcia, co dyskwalifikuje lv w makro). W niektórych nowych modelach stosuje się dodatkowy sensor (taką malutką matrycę), dzieki czemu lustro nie musi latać w dół i w górę – i dopiero tu lv nabiera praktycznego (poza tylko marketingowym ;)) sensu.

            • masz rację, ale pominęłaś jeden element rozwoju lustrzanek: tryb live view w trybie wizjerowym, bowiem podgląd z matrycy dodatkowej bywa rzucany nie tylko na ekran górny ale i na wizjerek, który de facto przestaje być wizjerem połączonym z lustrem, ale raczej dodatkowym ekranem (nadal sensownym o tyle, że w wielu warunkach oświetleniowych nie da się robić zdjęcia gapiąc się „telewizor” przed sobą). W sumie więc, zarówno lustrzanki jak i kompakty dotarły do wspólnego punktu… i już nie wiadomo co je różni, poza owym lustrem, które nagle stało się zbędne 😉

          • Już kiedyś Ci mówiłam, że ze zdjęcia da się więcej wydobyć w obróbce, ale nie wierzyłeś. 😉
            Etap podglądu wizjerowego jeszcze do mojej świadomości nie dotarł, nawet o pomysłach z dodatkową matrycą musiałam doczytać.
            Ano, lustro stało się zbędne, stąd wysyp kompaktów z dużą matrycą i wymienną optyką. Takie lustrzanki bez lustra. Zaleta? Lekkie. Wada? Przeważnie brak wbudowanej lampy. Niestety, cena jest w większości raczej zaporowa. 😦

            • dla mnie lekka waga nie jest zaletą. Może po moich makro tego nie widać, ale lustrzanką robiłem zdjęcia w bardzo ciężkich warunkach oświetleniowych, przy szalonych czasach mając do stabilizacji tylko rękę. Gdyby lustrzanka była lżejsza, ręka by nie wystarczyła ;-). Przy makro inna sprawa: tutaj faktycznie dobrze, jak sprzęt jest lekki.

              co do obróbki… chyba zbyt wiele życia poświeciłem na postprocessing zdjęć modelek. Nausuwałem tyle „wad”, że najchętniej w ogóle bym nie robił już żadnego postprocesu. Ale wiem, że sienieda… ;-(. Inna sprawa, że nie mam jeszcze wizji gotowego zdjęcia. Jestem greenhorn w tych sprawach… co oznacza, że mam nadzieję, że to się zmieni. Najlepiej samo, hehe 😉

  2. Bez żadnego dyfuzora to robiliście? W takim razie nieźle wyszło, listeczek trochę się co prawda rozjarzył, ale nieprzesadnie nawet. 🙂 Gdyby jeszcze zdjęcia podostrzyć deczko, byłoby całkiem fajnie. 🙂
    Dlaczego kuriozalna ta konfiguracja? Dla mnie zupełnie normalna. 😉

    • dyfuzor lampowy wbudowany, czyli taki sobie (kawałek wysuwanego plastiku). Zresztą, przy odbitym świetle to mniej użyteczny duperel.

      z ostrzeniem jest problem o którym pisałem pod komentem skorpiona: po prostu nic nie widać w wizjerze.

      kuriozalność konfiguracji opiera się na zastosowaniu tele zamiast czegoś krótszego, co wydałoby mi się logiczniejszą taktyką ;-). Summa summarum, po kilku kolejnych testach przerzucimy się chyba z lampą na hybrydę (w podjęciu decyzji ma swój udział fakt, że w trybie makro cholernie, ale to cholernie widać wszystkie plamki na matrycy lustrzanki… a trochę się ich zebrało).

      • Kawałek wysuwanego plastiku? To niegłupie jest, wcale nie takie sobie. Odblasków praktycznie nie ma, więc sprawdziło się nieźle. 🙂 Najlepsze „dyfuzory” to zasłaniacze właśnie, przynajmniej wg mnie. Co korzystania z softboxów itp., to chyba nie jest najlepszy pomysł, zestaw powinien być prosty, niewielki i szybki w obsłudze. jak zaczniesz kombinować za bardzo, to robaczki pouciekają. 😉
        Przyłączeniem DCR-a do tele wcale się nie zdziwiłam, a to dlatego, że sama czasem używam go z olkowym tele, co prawda krótszym, ale jednak. 😉 Ale mimo wszystko do makro najlepszy jest kompakt – bo ma ekranik, jest mniejszy i poręczniejszy, a GO większa.

        • tyle, że poprzez zasłanianie traci się kupę luksów, bo taki filtr pochłania mnóstwo światła. Z softboxem problem jest faktycznie spory, ale ja to widzę tak, że muszę zdjąć lampę z aparatu, aby nie świeciła po linii obiektywu. Odbicie – czyli to co zastosowałem tutaj – jest ok, ale tylko na krótką metę. Zrobiłem już kilka kolejnych sesji z tą metodą i widzę jej ograniczenia. Przede wszystkim głęboki cień przy bliskim tle – to raz – i niemożność w miarę precyzyjnego dobrania mocy błysku – to dwa. Większość światła się rozprasza, resztę trzeba jeszcze zdyfuzować… aż szkoda lampę montować ;-). Teraz poćwiczę z synchro, aby lampę trzymać w ręku i doświetlać obiekt z góry i boku. To plus softbox powinno załatwić sprawę. Co prawda, będzie to – jako mówisz – cholernie kłopotliwe rozwiązanie. I z pewnością będziemy teraz działać kompaktem, lustrzanka idzie w odstawkę – będzie do polowań na ptaki co najwyżej 😉

          • Ano, traci się, bo lampa z natury rzeczy służy do oświetlania szerokiej przestrzeni, a nie maciupciego kawałeczka 11cm przed nią. Do makro tyle światła, ile daje lampa, nigdy nie bedzie potrzebne. To po pierwsze. A po drugie – w dyfuzorach chodzi przede wszystkim o rozproszenie tego światła. Ono ma być miękkie i łagodne, żeby powstało jak najmniej odblasków. Odblaski na robaczkach to nie jest, to, co podoba się najbardziej. 😉 Jest jeszcze jedna sprawa: nie ma co zdawać się wyłącznie na światło lampowe, bo zdjęcie nigdy tak naprawdę dobrze nie wyjdzie (no, chyba, że całe studio zrobisz w terenie ;)). Lampa powinna służyć głównie jako dopalacz – ja tak to przynajmniej widzę.
            A co do pomysłów z softboxami i różnymi innymi cudami… Mam wrażenie, że zabieracie się do sprawy od Maryni strony. 😉 Ja bym najpierw nauczyła się robić dobre zdjęcia, a dopiero potem kombinowałabym z wyrafinowanymi technikami sprzętowymi. Zaręczam, że kompaktem plus deceer plus wbudowana lampa plud hand-made dyfuzor można robić super fotki. 🙂

            • no, ale co znaczy dobre zdjęcie? W makro „dobrość” zdjęcia to w 80% kwestia jakości, a więc ostrość i GO. Tutaj więc opanowanie światła jest absolutnie podstawą. Można zrobić nieostry portret, co do którego nikt nie będzie miał zastrzeżeń… ale nieostre makro? Choćby owad akurat łapał się za serce, jednym z odnuży mieszał kawę a odwłokiem grał w krykieta, to i tak brak ostrości dla 99% oglądających jest dyskwalifikujący ;-). Tak więc, choć rzeczywiście utrudniamy sobie życie, to przecież chodzi właśnie o to: aby mieć ostrość. Boję się zresztą nabrania złych przyzwyczajeń. W fotografii lepiej od razu przywykać do konkretnych rozwiązań, nawet bardziej kłopotliwych, bo później… się nie będzie chciało ;-).

              zgadzam się, że lampa = dopalenie. Jej celem nie jest zastąpienie światła dziennego, za wyjątkiem przypadków szczególnych, ale to już wiadoma sprawa. Mam kilkanaście zdjęć z zeszłego sezonu, które mógłbym uznać za dobre gdyby nie to, że nie są ostre. Reszta jest ok: kadr, obiekt, kolor. Brakuje ostrości. Nie dziw się więc, że teraz jest to dla mnie priorytetem… i rzucam się na lampę z głodem neofity ;-). Gorzej, jeśli nowa taktyka się nie sprawdzi… wtedy to już naprawdę przerzucę się na fotografowanie kościołów 😉

              poza tym… jak jest lampa, jest softbox… czemu nie korzystać? Gdybym miał teraz kupować, to już inna sprawa…

  3. Dobre zdjęcie makro to nie tylko ostrość i właściwa GO. To także ujęcie. Spójrz na przykład na ten wpis i porównaj pierwsze zdjęcie z drugim:
    http://chwastowisko.wordpress.com/2011/06/18/cuchna13/
    Różnica między nimi to jest to, co mam na myśli przez „ujęcie”. A niby oba są ostre i GO też wydaje się ok. 🙂
    Do tego dochodzą jeszcze inne niuanse, tło na przykład (którym często można sterować, inaczej się ustawiając). Albo zbyt ostre światło (to naturalne).
    Jesli sądzisz, że lampa załatwi wszystkie problemy… hmmm… moim zdaniem się mylisz. A do załatwienia tych najprostszych wystarczy – jak juz wcześniej pisałam – lampa wbudowana, bo żadnych tu cudów nie potrzeba. Potrzeba tylko ciut-ciut światła. 🙂

    • o wyższości konkretnego zdjęcia nad innym raczej nie pogadamy, bo sądzę, że miałbym na ten temat inne zdanie. Nie twierdzę, że lepsze, ale inne. Dla mnie makro doskonałe to takie, które wychodzi poza ramy gatunku, a więc gada do osoby nie interesującej się tematyką na co dzień. Z takim podejściem nie zgodzi się entomolog itd. Nawet samo hasło „ujęcie” możemy rozumieć inaczej ;-). I z pewnością nigdy nie twierdziłem, że lampa załatwi sprawę udanych zdjęć. Natomiast wydaje mi się, że załatwi sprawę nieporuszonych zdjęć. Zdjęcia z zeszłego sezonu robiliśmy przy czasach 1/50, 1/160 itd. Lampa pozwala nie schodzić poniżej 1/320 – to spora różnica, zwłaszcza jeśli uwzględnimy możliwość dalszego przymknięcia przysłony.

      ogólnie rzecz biorąc, nie uważam się za fotografa technicznego. Nigdy celowo nie szedłem w stronę hi-endowego wykonania, więc to nie jest tak, że chcę łazić w krzaki obładowany toną sprzętu aby móc się tym chwalić… nie wiadomo komu. Bo właściwie nie byłoby komu. Po prostu testuję metodycznie różne, najróżniejsze opcje. Na razie lampa zewnętrzna mi pasuje z tego choćby względu, że zapewnia większą ilość dostępnych opcji oświetlenia niż wbudowana. Może z czasem skończę przy Twoim rozwiązaniu, które jest ze wszech miar optymalne. Zresztą, wystarczy spojrzeć na nasze zdjęcia i porównać. Byłbym głupcem, gdybym uważał, że jestem lepszy w te klocki od Ciebie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: