037 – Klecanka

Dzisiejszy wpis ma dla nas charakter szczególny, bowiem mamy przyjemność przedstawić pierwsze w naszym wykonaniu fotografie owada, który zasłużył sobie na bytność w ścisłej czołówce najbardziej pożądanych (przez nas) obiektów fotograficznych. Klecanka pospolita być może nie jest aż tak niezwykłym stworzeniem, aby uradować weteranów makroszkiełka, ale my, jako początkujący, bardzo, bardzo chcieliśmy ją upolować.

I oto, udało się! Dosłownie drugie zdjęcie makro w tym roku (z pierwszej sesji zarazem) przyniosło nam tę odrobinę satysfakcji… Inna sprawa, że zdjęcia są delikatnie mówiąc, masakryczne, ale słońce paliło jak laser. Prawdę mówiąc, zmusiło nas do odwrotu, bowiem w przeciwieństwie do klecanki, byliśmy chyba zbyt ciepło ubrani…

 

Jest kilka powodów, dla których klecanka jest – w naszym mniemaniu – owadem na tyle niezwykłym, by chciało się na niego polować.

 

Przede wszystkim, klecanka jest owadem groźnym, a przynajmniej boleśnie kłującym. Dla większości „amatorów” najbardziej zajadle gryzącym i żądlącym stworzeniem jest zapewne szerszeń. A tutaj ciekawostka: w skali bólu Schmidta klecanka plasuje się mniej więcej poziom wyżej niż szerszeń! Mało tego, z racji na to, że „boleśniejsi” przedstawiciele tego panteonu występują w bardziej egzotycznych krajach, klecanka zostaje na placu boju jako najboleśniej żądlący owad w Europie! Czyż to nie miłe z jej strony?

Jest więc klecanka groźna. Jest jednak także piękna. Klasyczna, osowata linia ciała po prostu uderza spójnym, niepokojącym pięknem. Choć konkurencja w rodzinie spora, naszym zdaniem klecanka należy do najzgrabniejszych stworzeń pośród osowatych.

 

Wróćmy teraz do naszej modelki. Tak, jest to samiczka. Mało tego, prawdopodobnie zaplemniona królowa. Przyznajemy, że brakuje nam umiejętności aby rozpoznać czy jest to królowa czy robotnica (w praktyce różnica sprowadza się do 2 mm wielkości), a tym bardziej czy jest to królowa zaplemniona czy nie. Jednak z pomocą nam śpieszy logika. Roje klecanek giną późną jesienią lub wczesną zimą. Do następnego sezonu przeżywa tylko zaplemniona świeża królowa, która gdzieś się bunkruje aby przeczekać mrozy. Wczesną wiosną klecankowa królowa wymyka się ze swojej kryjówki i podejmuje pierwsze starania aby zbudować nowe królestwo. Przez pierwsze tygodnie starania te nie są bardzo imponujące: głównie grzeje się na słońcu, od czasu do czasu pobiera trochę budulca (zeskrobuje włókna z przesuszonych roślin). Gniazdo powstanie pewnie dopiero w kwietniu, nowe owady pojawią się po następnych kilku tygodniach. To właśnie potwierdza nasz domysł, że ustrzelona w połowie marca klecanka jest królową.

Co do rojów jeszcze: klecanki są mało towarzyskie. Ich roje są nieliczne. Jest w nich kilkanaście / kilkadziesiąt / kilkaset (w skrajnych sytuacjach) osobników, ale z tego co czytaliśmy, raczej na ogół są to niższe stany. Szerszenie, dla odmiany, potrafią gromadzić się w społeczności liczące nawet do tysiąca owadów, osy zaś parotysięczne (do dziesięciu tysięcy osobników). Nic to w porównaniu z pszczołami, których potrafi być nawet kilkadziesiąt tysięcy, o mrówkach nie wspominając…

Jeszcze  informacja o występowaniu. Do niedawna klecanka była owadem dość w Polsce pospolitym, jednak jej populacja stopniowo zanika. Z tego artykułu wynika, że obecnie (czyli  de facto w ciągu ostatnich 20-30 lat) spotykana jest sporadycznie, a jeśli już, to częściej na południu (góry i okolice).  Z drugiej strony, pojawia się informacja, że klecanka notowana jest w ciągu ostatnich lat jakby odrobinę częściej. Mimo wszystko, klecanka pospolita zaliczona jest do grupy CR, a więc Critically Endangered / Krytycznie Zagrożona. Następny etap to już EX, a więc… Extinct / Wymarły. Miejmy nadzieję, że jednak na taki „awans” klecanka sobie nie zasłuży.

 

Mamy jeszcze krótki filmik ze spotkania, wrzucimy go przy najbliższej sposobności ;-). Teraz zaś, skoro klecanka już „zaliczona” wyzwanie daleko większe: zrobić jej kolejne zdjęcia, tym razem pełnowartościowe w sensie fotograficznym…

Nazwa gatunkowa: Klecanka pospolita (Polistes dominulus)

Data wykonania zdjęć: 17 – 03 – 2012

Rodzina: Osowate (Vespidae)

Rząd / podrząd: Błonkoskrzydłe (Hymenoptera)

Gromada: owady

Typ / podtyp: stawonogi / tchawkodyszne

Królestwo: zwierzęta

Reklamy

25 thoughts on “037 – Klecanka

  1. No to wpadliście w pułapkę oznaczania klecanek 😉 Mimo, że P. gallicus podana jest w czerwonej księdze bezkręgowców, tak naprawdę w Polsce ten gatunek nie występuje 😉 Błąd wynika z błędnego oznaczenia, które można znaleźć w klucz do identyfikacji tych owadów. Mamy za to, w naszym kraju P. dominulus i to za pewne jej dotyczy opis w czerwonej księdze (Warto, byście poczytali o tym tutaj: http://www.entomo.pl/forum/viewtopic.php?f=29&t=4648&hilit=polistes i tutaj: http://www.entomo.pl/forum/viewtopic.php?f=808&t=16054&hilit=Polistes) 😉 Sprawa druga, klecanki wcale takie rzadkie w Polsce nie są, sam w tamtym roku całkiem sporo ich widywałem 😉 Po trzecie, prócz P. dominulus mamy jeszcze dwie inne klecanki, pospolitą P. nimpha oraz P. biglumis, ale ich oznaczenie nie jest łatwe i trzeba się trochę z kluczem pomęczyć, dlatego ja oznaczam swoje okazy jako Polistes sp. 😉 Teraz ta skala Shmidta, faktycznie, klecanka figuruje wysoko na jego liście, ciekawe tylko o który konkretnie gatunek mu chodziło, bo choć w Wikipedii jest odnośnik do opisu rdzaworożnej, to wcale nie ma pewności, że i niego chodziło 😉 Zresztą, w Polsce są inne błonkówki, które myślę, że mogą żądlić znacznie boleśniej, mam tu zwłaszcza na myśli żronke europejską (Muttila europaea) i smukwę okazałą (Scolia hirta), ale przydał by się nasz rodzimy pan Shmidt, by porównać użądlenia tych owadów 😀 Skoro to tegoroczne zdjęcie, to nie ma wątpliwości, że trafiła wam się założycielka przyszłego rodu, czyli zapłodniona samiczka, bo faktycznie, zimują tylko takie samiczkę, zaś robotnice i samce giną jeszcze na jesieni 😉 Na koniec muszę pochwalić, bo zdjęcie wyszły wam naprawdę całkiem świetnie, zwłaszcza te ujęcie z boku mi się podobają ;D

    • trochę mnie zmartwiłeś… opierałem się przy identyfikacji na panu Heiko, wspomagając się netem. Znalazłem parę niejasności, ale nie potrafiłem ich wyjaśnić, więc dałem sobie spokój. Zresztą, z kilku wymienionych na forach gatunków nasza królowa (dzięki za potwierdzenie!) najbardziej pasuje do naszej rozpiski. Niezły bajzel… to teraz wynika z tego, że aby oznaczyć klecankę trzeba przewód doktorski otworzyć, hehe ;-).

      skala Shimdta to bardziej ciekawostka – takich skal jest więcej, a wszystkie one są bardzo ogólne, bowiem nie sposób obiektywnie porównać tak wielu rodzajów bólu. Natomiast ważne jest spostrzeżenie, że zdaniem Shmidta klecanka kłuje ostrzej niż szerszeń, który cieszy się u nas specyficzną opinią 😉

      fajno, że foty się podobają, choć akurat ja kręcę nosem. Te zdjęcia to są niemal pełne kadry (80-90% kadru) na ISO 90 a wyglądają jak coś wyciągniętego psu z pyska. Faktem jednak jest, że klecanka ładnie zapozowała i pięknie pokazała linię ciała.

      pomimo wszelkich wątpliwości, klecanka zaliczona, mniejsza o to jaka konkretnie 😉

      • Fakt, ciekawe, że klecanka żądli boleśniej niż taki szerszeń, choć osobiście nie miałem nigdy okazji tego sprawdzić, bo w całej mojej karierze nie użądliła mnie ani klecanka, ani szerszeń, ale wszystko jeszcze przede mną 😉

        Hehe, tak często jest, że fotografowi mniej podobają się jego własne zdjęcia niż innym osobom, sam tak często mam, zresztą na odwrót też bywa, czasem jakieś zdjęcie mi się podoba a innym już nie 😀

        Dokładnie, klecanka jest i z tego trzeba się cieszyć 😉

  2. Ale wcześnie się obudziła. Klecanki najprawdopodobniej mają gdzieś u mnie gniazdo, bo widuję je często. Natomiast do zdjęć już tak chętnie nie pozują 😦 choć kilka też mi się udało zrobić. I użądlonym też miałem okazję być 😉

  3. To wszystko prawda z tymi zagrożeniami, wymieraniem i tak dalej. Rzecz w tym, że dotyczy innego gatunku niż przedstawiony na zdjęciach. 🙂 Na mój rozum to pospolita Polistes dominulus jest, spotykana niemal na każdym, że tak powiem, rogu. 🙂

      • Hehe, no tak, nieźle się można się w tym pogubić 😀 Ja tam osobiście będę się trzymał tego co piszą na entomo, w końcu tam sami fachowcy 😉 Zgadzam się też z Radzido, dominulus jest pospolitym gatunkiem i łatwo się na niego natknąć 😉

        • No właśnie, jest pospolita – więc jakim cudem mogła być umieszczona (choćby i pomyłkowo) w czerwonej księdze? To wszystko wydaje się zupełnie bez sensu. 😉
          Co do innych gatunków, P.nimpha potrafię oznaczyć, przynajmniej tak mi się wydaje. Jest wyraźnie mniejsza i ma ciemno zabarwione czułki od góry. I tylko już nie pamiętam, czym się różni od biglumis. 😉

          • To pokazuje, że ta cała czerwona księga, nie jest wcale taka wiarygodna, jak mogło by się wydawać, albo po prostu chodziło im o jeszcze jakiś inny gatunek, tylko z tymi klecankami jest taki bałagan, żer nie wiadomo tak naprawdę o którą dokładnie chodzi 😉
            Fakt, z tego co pamiętam to różnią się czułkami, ale przyznam się, że wcześniej nigdy nie bawiłem się w oznaczanie klecanek i musiał bym trochę nad kluczem posiedzieć (w którym to właśnie jest błędna informacja o występowaniu P. gallicus w Polsce, jeśli oczywiście wierzyć ludziom z entomo.pl 😉

  4. Patrząc na wasze dyskusje dotyczące systematyki utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze mi z moimi kwiatkami i tematy owadów czy grzybów, porostów liznę sobie tylko z wierzchu, na smaka, bez komplikowania sobie życia 😉

    Sama klecanka faktycznie bardzo zgrabna. Dobrze wiedzieć, że jej użądlenie jest takie bolesne, do tej pory nie doceniałam tych „mniejszych os” 😉

    • zaczynam Ci zazdrościć… choć jeśli chodzi o rośliny, to z grubsza rozpoznaję dąb od dzikiej róży. A i to tylko przy dobrym oświetleniu ;-). My generalnie odpuściliśmy sobie detaliczną identyfikację, od jakiegoś czasu ograniczamy się raczej do rodzin / rodzajów. Tak byłoby i tym razem, gdyby nie konkretna zmyłka u Bellmana. Drań jeden… 😉

  5. Całkiem nieźle wyszła, mimo ostrego słońca 🙂 Przyznam, że os i szerszeni nie lubię, są upierdliwe, nie to co pszczółki które w ogóle na człowieka uwagi nie zwracają 🙂

    • tak naprawdę, to chyba dosłownie dwa gatunki os są upierdliwe. Szerszenie… cóż, moje doświadczenia są odwrotne. W zeszłym sezonie kilka razy goniłem drani z aparatem i raczej wykazały się upierdliwą skłonnością do uciekania 😉

      ale pszczółki są miodzio, wspaniałe owady!

      • Jeśli o szerszenie chodzi, to mam traumę z dzieciństwa 🙂 Jako kilkulatek jechałem sobie rowerkiem polna dróżką i jeden taki ogromniasty mnie ścigał…ale zasuwałem, normalnie jak Szurkowski 😉

        • tak, po takim wydarzeniu można zostać profesjonalnym kolarzem ;-). Ja też w dzieciństwie miałem przygody z szerszeniami – miały dranie gniazdo gdzieś w pobliżu i dorośli lubili raczyć dziatwę opowieściami o morderczych skłonnościach szerszeni. Teraz sobie odbijam tamte traumy 😉

  6. Pingback: 079 – Wizyta u klecanek « Oczy W Oczy

  7. Pingback: Ludzie i owady, czyli czynnik homo sapiens w naszych przygodach makro ;-) « Oczy W Oczy

  8. Pingback: 103 – Klecanka w gnieździe | Oczy W Oczy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: