001 – Trzmiel polny

Na dobry początek… trzmiel ;-). Pewien problem sprawiła nam jego identyfikacja, ale póki co stawiamy, że jest to trzmiel polny. Dziwna sprawa – w internecie są zdjęcia trzmiela polnego, do których nasz w ogóle nie przystaje, ale są i takie, do których pasuje jak trzeba.

Ten tutaj, jak na trzmiela przystało, był mocno zagoniony. Wiadomo, czasu mało a kwiatów zawsze do oblecenia zbyt wiele… Udało się nam jednak wykonać parę zdjęć:

 

Powyższe zdjęcie pokazuje mordkę tego przyjemniaka w przybliżeniu (crop zdjęcia numer 2). Nie udała się nam niestety „żyleta”, ale jak na tak ruchliwego fruwacza jesteśmy niemal zadowoleni ;-).

Blog dopiero powstaje – nie mamy jeszcze sprecyzowanego schematu organizacyjnego, ale będziemy się starali, w miarę skromnych możliwości, identyfikować pojawiające się tutaj obiekty. Zacznijmy zatem już od tego.

Nazwa gatunkowa: Trzmiel polny (Bombus agrorum)

Data wykonania zdjęcia: 17 – 07 – 2011

Rodzina: Pszczołowate (Apidae)

Rząd / podrząd: błonkoskrzydłe / trzonkówki

Gromada: owady

Typ / podtyp: stawonogi / tchawkodyszne

Królestwo: zwierzęta

Advertisements

36 thoughts on “001 – Trzmiel polny

  1. Fajnie się prezentuje i cóż z tego że jest spoko jak ja się ich boję 🙂
    Hihi polujecie na szerszenie !? Odważna z Was para !!!

    • wbrew pozorom szerszenie nie są takie agresywne – jeśli mają gdzieś uciec, to będą uciekały. A więc… nie ma w tym odwagi, jedynie odrobina źle ułożonych opon mózgowych 😉

    • miło, bardzo miło 😉

      gwoli uczciwości… te foty to nie jest ekstraklasa, ale na początek chyba faktycznie mogą być. A za latem, fakt, tęsknimy bardzo. Zwłaszcza po takich dniach jak dzisiaj: szarych, ciemnych, nieciekawych…

        • a jaki ja byłem zaskoczony, kiedy uświadomiłem sobie, że do makro lepszy od zestawu lustrzankowego z wypasionym obiektywem jest… zestaw kompaktowy za nieco ponad dwa koła ;-). Ale są też wady: to cudo nie robi RAWów (ewidentny sabotaż i chyba celowe zaniżanie funkcjonalności) i ma kiepściutką matrycę. Jest to o tyle dziwne, że optyka jest naprawdę niezła (jak na przyspawany do koperty kit), ale ani matryca ani jpegi nie są w stanie jej pociągnąć. Przy słabszym oświetleniu, przy wyższym ISO wychodzą takie dziwy, że szkoda gadać…

      • Ja już dawno wpadłam na to, że nie ma co się bawić w lustrzankowe makro. 😉
        Hmm, mój kompakt co prawda robi RAW-y, ale jakoś nigdy nie przyszła mi ochota, żeby spróbować.

        • z RAWów da się sporo wyciągnąć, jpeg strasznie kompresuje zdjęcia i zwłaszcza przy cropach jest widoczne pogorszenie jakości
          ja bym popróbował z RAWem, choć w makro jest pewnie tak jak w każdej innej fotografii: w 90 przypadkach się nie przyda, a nawet przeszkodzi (bo i rozmiar pliku razy 10), ale w 10… już uratuje 😉

      • Po kompakcie cudów nie należy oczekiwać, matryca mała, a pixów dużo, im bardziej cropujesz, tym bardziej wyłażą szumy. Nie mam pojęcia, czy RAW jest w stanie zawalczyć z szumami, ale przeczucie mi mówi, że to może być trudne zadanie.
        W każdym razie moje takie tam pstryki wydają się niewarte RAW-ów. 😉

        • niestety, ograniczeń matrycy się nie przeskoczy. Większość zdjęć robię starusieńkim canonem 20d – matryca 8mpix, więc bez rewelacji, ale i tak efekty są lepsze niż z matrycy kompaktowej. Wiadomo: raz rozmiar (o czym wspominasz), dwa typ matrycy – jestem konserwatystą i preferuję porządną CMOS w miejsce CCD, choć rynek wskazał chyba ostatecznie wielkość tych drugich. Cóż, są chyba tańsze do produkcji i lepsze do miniaturyzacji z uwagi na mniej skomplikowaną budowę, choć właśnie ich budowa ma w sobie zalążek słabości: skłonność do szumienia. Jednak, mimo wszystko, RAW jest o tyle lepszy, że ustalasz w nim bezstratnie balans bieli a nawet kompensujesz ekspozycję – bezstratnie. Jpeg to jpeg, każdy ruch, to strata na jakości.

          a co do Twoich pstryków – nie rozumiem tej skromności, robisz świetne zdjęcia. Zresztą, gdyby Twoje zdjęcia były pstrykami, to co my byśmy mieli powiedzieć? 😉

          • Jestem zwolenniczką aparatów z małopikselowymi matrycami, więc te 8Mpix bardzo mi się podoba. Za to bardzo mi się nie podoba obecne upychanie w lustrzankach coraz większej ilości pikseli, no pewnie, da się, wymiary matryc są stosunkowo duże, ale koniec tego wyścigu będzie taki, że zaczną szumieć jak kompakty. 😦
            Mała matryca (niezależnie od typu) ma jednak tę zaletę, że GO jest na niej duuuużo większa, ech. Coś za coś. 😉
            Tak, oczywiście masz rację co do bezstratności RAW-ów. Ale mimo wszystko, musiałabym robić jakieś zdjęcie życia, żeby z tej możliwości skorzystać. Tymczasem idę raczej na ilość niż na jakość – jak się pstryknie 20 fotek motylkowi, to zawsze coś z tego się wybierze. Ot, cała tajemnica tak zwanych „świetnych zdjęć”. 😉 Które wcale nie są takie znowu świetne, wiesz, poziomy umiejętności są jak stąd do wieczności, a ich szczyt leży zdecydowanie poza moim zasięgiem.

            • prawda jest taka, że największe zdjęcia jakie drukowałem miały format a3 i nawet nie były to pełne kadry z matrycy 8mpix. I co? I nic, było ok ;-). Nie wiem po co ludziom matryce 20mpix skoro zdjęć nie drukują w ogóle, albo, jak już, to 9×13 ;-). Rozumiem, że ściankę cyfrową do hassela kupuje pro, który musi przygotować zdjęcie wiszące w galerii handlowej, wysokie na dwa lub trzy metry i na półtora szerokie… W większości przypadków jest to jednak tylko i wyłącznie pogoń za czymś do przyszpanowania. O ile w ogóle jest jeszcze możliwe szpanowanie czymś tak powszechnym jak aparat fotograficzny 😉

              poziomy umiejętności bywają różne, to fakt, ale z doświadczeń nie tylko własnych wiem, że wybitne zdjęcia nie są dziełem tylko i wyłącznie umiejętności. Bawię się trochę w fashion i dawno temu nauczyłem się jednego: bez zatrudnienia odpowiednich modelek (o odpowiednich parametrach ciała), bez obstawienia się odpowiednim sprzętem itd, nie zrobi się zdjęć na pewnym poziomie, choćby się umiało (nie twierdzę, że ja umiem). Podobnie jest w makro. Widziałem backstage z sesji robionych dla National Geo. Tajemnica zdjęcia owada uwiecznionego w locie? Zestaw fotokomórek sprzężonych z automatyczną migawką aparatu… I tak dalej ;-). Nie chcę Cię zanudzać swoimi poglądami, ale nie masz powodów do autokrytyki ;-). Chyba, że traktujesz ją jako element rozwoju… w takim ujęciu to już coś innego. Możemy nawet w tym pomóc, od czasu do czasu rzucając jakaś krytykę, hehe 😉

          • No właśnie, aparatem jako takim szpanować się nie da, więc co pozostaje? Tylko chwalenie się, że jest się posiadaczem większej ilości pikseli i dluższego zooma. 😉 Nic to, że przeważnie nawet się nie wie, jak przyzoomować i gdzie właściwie są te piksele. 😀
            Niezłe to o zestawie fotokomórek, Wiadomo, cudów nie ma. Ale jednak znam ludzi, którzy prostym sprzętem potrafią robić o niebo lepsze zdjęcia niż ja i to powód do radości nie jest. 😦
            Krytyka? Bardzo chętnie, lubię krytykę i tak, masz rację, jest to dla mnie czynnik niezbędny, żeby móc się rozwijać. Tylko wiesz, proszę bez oczywistości w stylu: lekko poruszone, tu i ówdzie przepalone, ostrość nie do końca trafiona i takie tam, bo to ja sama świetnie wiem. 😉 Na Chwastowisko wrzucam przeciez czasem zupełnie nieudane fotki (co zawsze zaznaczam w opisie), bo kolekcja przede wszystkim. 🙂 Raczej czekałabym na uwagi dotyczące kompozycji i w ogóle takiego ogólnego odbioru, bo w tym jestem najsłabsza, czasem nie widzę oczywistych oczywistości.

            • megapiksele i zoomy to są lepiki na ludzi mających pierwszy kontakt z fotografią. Każdy przez to musi przejść, chyba że ma jakieś wsparcie kogoś Wiedzącego za plecami ;-). Tyle, że rewolucja cyfrowa działa się na naszych oczach, weteranów nie było kiedy to się odbywało – być ich nie mogło.

              co do krytyki – spokojna głowa, to było tylko rzucenie hasła dla draki. Krytykować nie zamierzamy, chyba że przypadkiem uznamy, że w naszych głowach narodziło się coś, co mogłoby ulepszyć dane zdjęcie. W praktyce jednak, choć każde zdjęcie można skrytykować na dowolny sposób, ma to niewielki sens. Tak jak piszesz: świadomy fotograf wie jakie niedostatki ma jego fotografia. A nawet jeśli nie wie… to co z tego? Chodzi przecież o jakąś frajdę a nie o przerzucanie się objawami geniuszu ;-).

          • Nawet ludzie, którzy kupują swoją drugą albo trzecią cyfrówkę, dają się na te piksele nabierać. I nikt mi nie wierzy, że im ich mniej, tym lepiej. 😉
            Oj, tam, ja zupełnie poważnie pisałam o tej krytyce. Wiem, jakie niedostatki mają moje zdjęcia, ale tylko jeśli chodzi o stronę czysto techniczną. A równie ważna jest kwestia ogólnego odbioru. Więc gdyby coś kiedyś przyszło Wam do głowy na widok mojego pstryka, że coś z nim nie tak, to bardzo proszę. 🙂

            • spokojna głowa, jak coś pożytecznego przyjdzie nam do głowy to chętnie się tym podzielimy ;-). Ale z makro jest ten problem, że trudno udzielić rady innej niż „wróć na to miejsce, złap tego samego owada i sfotografuj go jeszcze raz”. W tych zdjęciach mniej jest pola do popisu dla tonacji, kadru itd, a to właśnie te aspekty wywołują największe dyskusje. Bo taki portret może być kolorowy lub czarno biały lub w jednej z tysiąca sztucznych tonacji i każdy ma swoją ulubioną 😉

  2. Co do trzmieli, to przyznam się szczerze, że sam mam z nimi niekiedy problem, niektóre są do siebie tak podobne, że ciężko jest je od siebie odróżnić, a i jeszcze trzeba dodać do tego, że oprócz trzmieli są też trzmielce (Psithyrus sp.), pasożytnicze odpowiedniki trzmieli, które na pierwszy rzut oka są bardzo podobne do gatunków, w których to gniazdach pasożytuj (niczym kukułki, które porzucają jajeczka do gniazd). Różnią się od trzmieli tym, że nie mają koszyczków na ostatniej parze nóg a ich skrzydła są znacznie ciemniejsze. Tutaj ewidentnie jest trzmiel, ale gatunku wam niestety nie określę dokładnie.

    • trochę za mało szczegółów na precyzyjne określenie gatunku, niestety. I faktem jest, że trzmieli i trzmielopodobnych jest sporo. Mało tego, przeglądając zdjęcia jednego gatunku trzemila, rozkładaliśmy ręce widząc czasami ogromne różnice w wyglądzie pomiędzy poszczególnymi osobnikami… Na szczęście trzmiele są na tyle szybkie, że pewnie nieczęsto uda się je sfotografować a więc i problem z identyfikacją odejdzie z głowy 😉

      • Onibe, lepiej prawidłowo oznaczyć tylko rodzaj (a czasem nawet tylko rodzinę), niż błędnie określić gatunek. To dobra rada, z własnego doświadczenia, bo po co macie potem świecić oczami, jak jakiś specjalista wpadnie. 😉
        Trzmiel polny, jak rozumiem, to trzmiel rudy (Bombus pascuorum)? Hmm, może to i on. A morze szerokie i głębokie jest. 😉

        • jest to niezły pomysł
          a specjaliści już wpadli, jak widać pośród komentarzy 😉
          spotkałem takie wyjaśnienie w necie:
          „Bombus (Agrobombus) Vogt, 1911:52, type-species Apis agrorum Fabricius (= Bombus pascuorum (Scopoli))”
          czyli chyba tak 😉

        • daj nam chwilę… my jeszcze systematyki jako takiej nie rozumiemy. To przyjdzie z czasem i liczymy się z tym, że kiedyś będzie trzeba po prostu przelecieć się przez różne wpisy i je pokorygować ;-). Na razie słuchamy, czytamy, notujemy i… przetwarzamy. Powoli, ale zawsze 😉

            • nie śmiej się, ale chyba z wiki 😉
              brakuje nam literatury, szukamy w necie… a w necie, jak to w necie, ktoś napisze, później coś wisi… różnie bywa 😉

          • Nie śmieję się. 🙂 Też to było dla mnie bardzo poważne źródło i to przez całkiem długi czas.
            W necie jest wiele stron pomocnych przy oznaczaniu owadów i innych żyjątek, a najbardziej polecałabym tę:
            http://www.galerie-insecte.org/galerie/
            Zdjęć jest tam masa, gatunków wszystkiego też. Ale oczywiście takie szukanie należy zawsze traktować z rezerwą – bo nigdzie nie ma absolutnie wszystkiego. Więc pierwsza zasada brzmi: nie naciągać oznaczeń. A drugą już tu wcześniej przedstawiłam: nie upierać się przy oznaczaniu aż do gatunku. 🙂

            • dzięki za linkę!

              i za rady. Postaramy się nie szarżować z identyfikacją. Trochę to nam rozbije piękną strukturę kategorii, ale mniejsza o nią ;-).

              aha, a propos polnego, to jest ten link z wiki:

          • Dlaczego rozbije? Trzmiela polnego w kategoriach nie widzę. A do błonkoskrzydłych pasuje jak raz. 🙂
            Link do Wiki gdzieś się podział. Ale wyobrażam go sobie. 😉
            Zauważyłam, że ostatnio coś tam się poprawia, hasła dotyczące owadów są uzupełniane, aczkolwiek tylko o nazwy, nie opisy. Ale przynajmniej daje to pojęcie, że np. much jest u nas więcej niż 5 gatunków. 😉

    • Trzmielce od pewnego czasu zalicza się do rodzaju Bombus (mam książkę z 2008 roku dot. dystrybucji gatunków trzmieli w Polsce i tam tak juz jest), więc przynajmniej odpada problem z nazewnictwem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: